"Ostania sądowa sprawa "
#Dorothy
Obudziłam się po 9:00. Mogłam sobie pozwolić na dłuższy sen, ponieważ do pracy szłam na popołudniową zmianę. Wywlokłam się z łóżka, chwyciłam szlafrok leżący na poręczy i wyszłam z pokoju. Szłam obok pokoju Hany, drzwi były otwarte. Zauważyłam,że przyjaciółka jest w łóżku, a obok niej leży włączony laptop.Natychmiast weszłam do jej pokoju i zaczęłam ją szturchać i wołać. Po chwili otworzyła swoje zaspane oczy.
-Co jest? -zapytała porannym głosem
-Hana -spojrzałam na budzik, który stał na szafce obok łóżka - jest 9:22 a masz rozprawę o 11:00. - krzyknęłam
-Cholera! Zaspałam, za długo rozmawiałam z Niall'em - dziewczyna szybko wstała z łóżka i podbiegła do swojej szafy, gdzie na drzwiach na wieszaku wisiały ciuchy, które przygotowała wczorajszego wieczoru,aby je dzisiaj ubrać.
-Zrobię ci kanapki, bo pewnie wyjdziesz z domu bez śniadania -rzekłam
-Dziękuję , kochana jesteś -odpowiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki.
#Hana
Bardzo szybko wykonałam wszystkie łazienkowe czynności. Założyłam czarne, skórkowe spodnie, białą koszule i czarną marynarkę. Włosy rozczesałam zostawiając rozpuszczone. Usta pomalowałam różowym błyszczykiem,tak aby kolor pasował do reszty mojego makijażu. Wychodząc z łazienki spojrzałam ostatni raz w lustro. Wyglądałam dość dobrze. Wzięłam z pokoju teczkę z dokumentami i telefon. Zeszłam na dół, do kuchni. Doris pakowała zrobione przez nią kanapki do plastikowego pojemnika.
-Może skusisz się na choć jedną kanapkę? Do rozprawy jest jeszcze czas. -powiedziała
-Wiem, ale zanim zjawie się w sądzie muszę pojechać do kancelarii -oznajmiłam.
-Napij się chociaż gorącego kakao. Przyjaciółka trzymała w ręku szklankę. Wzięłam ją i upiłam trochę.
-Teraz już naprawdę muszę lecieć. Chwyciłam pojemnik z kanapkami i schowałam do teczki . Założyłam kozaki, kurtkę i opatuliłam się szalikiem, gdyż na dworze było 13 stopni mrozu, Miałam już wychodzić gdy zatrzymała mnie Dorothy.
-Hana twoja toga!-zawołała
-No tak racja! Dziękuję.
-Uważaj na siebie i powodzenia na rozprawie. Dawaj pupę.
Patterson dała mi kopniaka w tyłek, po czym wyszłam z domu i pojechałam do kancelarii. Na miejscu jeszcze raz na spokojnie przeanalizowałam szczegóły dotyczące sprawy mojej klientki. Pół godziny przed rozpoczęciem rozprawy pojechałam do sądu,który znajdował się niedaleko kancelarii. Po wejściu do budynku poszłam do szatni oddać moją kurtkę. Kozaki zamieniłam na wygodne, czarne szpilki. Ubrałam toge i poszłam schodami na górę pod sale rozpraw. Pod drzwiami czekała na mnie moja klientka,a po przeciwnej stronie jej były mąż razem z adwokatem.
-Dzień dobry -powiedziałam
-Dzień dobry. Mam nadzieje, że sąd mnie nie skaże.
-Spokojnie, będzie dobrze. Zrobię wszystko żeby tak się stało -pocieszyłam panią Madison
Drzwi sali otworzyły się i wyszedł człowiek, który zapowiada kogo dana sprawa dotyczy.
-Sprawa oskarżonej Claraiss'y Madison sala numer 10.
Kiedy usłyszeliśmy wezwanie weszliśmy do sali rozpraw i zajęliśmy wyznaczone miejsce. Rozprawa rozpoczęła się 5 minut po wejściu sądu.
***
-Rozumiem w takim razie,że Pan Chris sam sobie złamał nogę -powiedział adwokat męża mojej klientki.
-Tego to nie wiem, ale to nie ja wysoki sądzie -oznajmiła pani Medison.
-Czyli wszyscy kłamią w tej sprawie tylko pani jedna mówi prawdę -rzekł adwokat męża klientki
-Na to wygląda -potwierdziła pani Claraissa
-Czy pan mecenas ma jeszcze jakieś pytania merytorycznie związane ze sprawą.?-rzekł sąd
-Nie wysoki sądzie. Czy mogę prosić o 10 minut przerwy?-zapytał obrońca męża pani Madison
-Dopiero co zaczęliśmy -odarł sędzia
Mimo prośby o przerwę przeciwnej strony sąd się nie zgodził i rozprawa trwała dalej.
***
-Mówiąc krótko został pan popchnięty-podsumował adwokat pana Chris'a
-Tak właśnie tak, zostałem popchnięty -rzekł Chris
-Wysoki sądzie mogę? -zapytałam wstając
-Tak,słuchamy -powiedział sąd . Mój przedmówca usiadł.
-Panie Madison co pan dziś robił rano o 7:00?
-Wysoki sądzie to nie ma żadnego związku ze sprawą wtrącił adwokat męża klientki
-Przeciwnie panie mecenasie -natychmiast zaprotestowałam
-Panie Madison proszę odpowiedzieć na pytanie mecenas Brooks - oznajmił sąd. Obrońca męża klientki usiadł
-Dzisiaj o 7:00 no to spałem jeszcze.-odpowiedział Madison
-A co pan robił wczoraj wieczorem o 7:00?-zadałam kolejne pytanie.
-Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie kumpeli oglądaliśmy filmy.
-Rozumiem. To proszę powiedzieć, kiedy ostatnio miał pan stałe zatrudnienie?
-Tak na stałe? -zapytał Chris
-Mhm-przytaknęłam
-No to w MZK jakieś 5 lat temu to było co nie Clar?
-Wysoki sądzie.. -adwokat męża przerwał, wstając
-Ostanie pytanie -oznajmiłam szybko
-Słucham -odpowiedział sędzia.Wzięłam głęboki oddech.
-Panie Madison w momencie, kiedy spadł pan ze schodów i leżał,ze złamaną nogą na nich przypomina pan sobie co wtedy robiła pani Madison? Stała na szczycie schodów i patrzyła na to? -zapytałam i czekałam na odpowiedź.
-No co pani przecież jakby Claraissa tam była to by mnie uratowała,prawda?
-Wysoki sądzie dziękuję, nie mam więcej pytań.-powiedziałam i usiadłam
-Proszę nam przypomnieć dlaczego spadł pan ze schodów.-powiedział mecenas eks męża mej klientki wstając
-Tak to wysoki sądzie...bo ja miałem na głowie taki żakieciki nic nie widziałem a gdzie nie spojrzałem to było ciemno, nic nie widziałem. Wtedy po prostu...co ja miałem powiedzieć, że co? -Chris spojrzał na swojego adwokata - Chwileczkę -zwrócił się do sądu. Po chwili. Wiem, że spad...zleciałem. ..spadłem
-Zleciał pan? -zapytał sąd w celu ustalenia co tak właściwie się stało
-Zleciłem - wyznał
-Dziękuję, nie mam więcej pytań do pana -powiedział sędzia -Może pan usiąść a do barierki poproszę Emilly Smith.
***
-No gdyby go nie popchnęła to by nie upadł. Nadmieniam,że oboje byliśmy trzeźwi.-powiedziała Smith
-Pani mecenas ma jakieś pytania?-zapytał się mnie sędzia
-Dziękuję wysoki sądzie. Musze przyznać pani Emilly,że jest pani elegancką kobietą - oznajmiłam
-Dziękuję. Robię co mogę -powiedziała
-I wszyscy to widzimy. To wspaniałe, że przywiązuje pani wielką wagę co do wyglądu i stroju. Proszę mi powiedzieć jakiego koloru szpilki miała pani na sobie tamtego dnia?
-Co to za pytanie wysoki sądzie -oburzył się mecenas pana Chris'a
-Słuchamy -rzekł sąd
-Granatowe z czerwoną podeszwą. Porządne podróbki. Nie jakiś badziew. Niestety już ich nie mam po tym takim wielkim deszczu, sąd pamięta, co to pół Manchesteru zalało. A z boku to miały takie klamerki z brylancikami. Takie cudne, fajne. Drugich już takich nie kupię.
-Ma pani imponującą pamięć pani Emilly. -zauważyłam.
-Wiem. Jak raz coś zobaczę to już nie zapomnę. -oznajmiła.
-Zatem pewnie pamięta pani, w jakiej odległości znajdowała się pani Medison w momencie kiedy wychodziliście z mieszkania? -zadałam następne pytanie
-Jak wychodziliśmy to jej nie było, drzwi zatrzasnęła wariatka -powiedziała Smith
-Ale najpierw popchnęła pana Medison'a, dopiero potem zatrzasnęła drzwi.
-Od razu zatrzasnęła! -oburzyła się kobieta
-Od razu mówi pani? Czyli potem wróciła za próg mieszkania.
-No... tak pani mecenas.
-Proszę mi powiedzieć, czy pamięta pani odległości od szczytu schodów do progu mieszkania?
-Jakoś tak jak ode mnie do pani.
-I nie sądzi pani, że na taką odległość ciężko kogoś pchnąć?
-Przypominam wysoki sądzie, że mój klient miał na głowie żakiet - odezwał się adwokat
pana Madison'a. Na sali rozległ się śmiech osób przyglądających się sprawie.
-Trudno o tym zapomnieć panie mecenasie -powiedziałam
-Proszę o spokój. Wzywam obronę do powstrzymania się od komentarzy w tej sprawie.
-Przepraszam. Nie mam więcej pytań. -rzekłam
-Świadek jest wolny, dziękujemy -oznajmił sąd.
Pani Emilly odeszła od barierki i zajęła swoje dotychczasowe miejsce. Nastąpiła chwila ciszy. Po krótkim momencie milczenia zaczęłam swoją mowę końcową.
-Wysoki sądzie, uważam,że mamy do czynienia z niewłaściwą kwalifikacją czynu to po pierwsze. A po drugie jeśli ktoś na tej sali jest ofiarą to tylko i wyłącznie moja klientka Claraissa Madison. Kobieta ciężko pracująca, która musi utrzymać siebie, dwoje dzieci i byłego męża, który nie podejmuje żadnej pracy i nie zamierza wprowadzić się z mieszkania byłej żony. Prześledźmy teraz to tragiczne zdarzenie. Claraissa Madison wraca zmęczona po pracy i co zastaje? Byłego męża z inną kobietą, wyrzuca więc oboje z mieszkania. W słusznym gniewie rzuca w byłego męża żakietem należącym do pani Emilly Smith. Zatrzaskuje drzwi i upokorzona płacze. Wysoki sądzie, uważam,że moja klientka nie ma sobie nic do zarzucenia i nie wiem, czy reszta się ze mną zgodzi -wskazuje na osoby przysłuchujące się sprawie ,obecne na sali -Ale co może zarzucić sobie kobieta, która marzy tylko i wyłącznie o normalnym, dobrym życiu z dala od eks małżonka i jego miłosnych wybryków oraz awantur, które ciągle wszczyna. Dziękuję wysoki sądzie.
Siadam na swoim miejscu obok pani Madison. Po wysłuchaniu mowy końcowej adwokata pana Chris'a sąd zamyka rozprawę, każe czekać na wyrok, który zostanie ogłoszony po naradzie. Przerwa trwa 10 minut. Sąd wchodzi ponownie, wszyscy stoimy i czekamy na postanowienie.
-Wobec nie dających się rozstrzygnąć wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu wydarzeń sąd postanawia uniewinnić Claraiss'ę Madison od popełnienia zarzucanego jej czynu . Zamykam rozprawę.
Moja klientka bardzo się cieszy z wyroku sądu . Dziękuje mi za wszystko. Rozmawiając idziemy razem do szatni po kurtki. Pożegnałam się z klientką i poszłam do auta. Wróciłam do kancelarii, aby zabrać wszystkie swoje rzeczy, gdyż dzisiaj był ostatni dzień pracy w tym miejscu. Mecenas Owen chciał ze mną porozmawiać zanim wyjdę dlatego gdy spakowałam rzeczy poszłam do gabinetu.
-Jesteś pewna, że podjęłaś dobrą decyzję? Nie chce, abyś odchodziła, jesteś dobrym prawnikiem. -powiedział
-To moja ostateczna decyzja, podjęłam ją jakiś czas temu. Zresztą więcej czasu byłam na zwolnieniu niż tutaj pracowałam.
-To nie ma nic do rzeczy Hana. Co zamierzasz dalej robić? -zapytał
-Jeszcze nie wiem. Poszukam jakieś pracy.
-Jako kelnerka? Zmarnujesz się. -rzekł
-Może i tak. Wiem,że muszę skończyć z prawniczym życiem, a jak tego nie zrobię zawsze będę pamiętać o tym co mnie spotkało.
Po chwili rozmowy pożegnałam się z mecenasem i resztą pracowników. Zabrałam karton z rzeczami i wyszłam. Wsiadłam do auta, kładąc na siedzeniu pasażera pudełko. Włożyłam kluczyki do stacyjki i siedziałam tak myśląc co robić dalej. Właśnie zamknęłam kolejny rozdział swojego życia. Po paru minutach zrezygnowana sięgnęłam po telefon. Miałam jedną wiadomość. Odblokowałam urządzenie i zaczęłam czytać sms'a od Niall'a, którą dostałam dwie godziny temu.
Niall: Powodzenia na rozprawie skarbie. Choć jestem daleko trzymam kciuki, wierzę,że dasz sobie radę. Zadzwonię wieczorem. Całusy.
Po przeczytaniu wiadomości, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Postanowiłam, że odwiedzę Dorothy w pracy. Pojechałam do muffiniarni. Droga zajęła mi
30 minut. Będąc na miejscu zaparkowałam auto niedaleko i weszłam do środka.
-Cześć -przywitałam się
-O hej. Nie myślałam,że wpadniesz. Stawiałam raczej,że wyjdziesz gdzieś z Harry'm. Chcesz coś do picia, a może ciasto? -zaproponowała
-Mam ochotę na gorącą czekoladę, zmarzłam na dworze. A jedyną osobą z którą mam ochotę wyjść gdziekolwiek jest Niall.
-Okej, już się robi. Wiem, że za nim tęsknisz. Ale chyba wytrzymasz jeszcze trochę? -zapytała
-A mam inne wyjście? -odpowiedziałam pytaniem
-No nie. Proszę oto twoja czekolada i ciasto . Przyjaciółka podała mi zamówienie.
-Dosiądziesz się do stolika?
-Tak, ale za chwilkę, muszę obsłużyć jednego klienta.
Wzięłam ciasto i czekoladę i usiadłam przy jednym ze stolików. Zdjęłam kurtkę. Popijałam czekoladę, gdy Patterson się dosiadła.
-Długo nie pogadamy, bo jestem w pracy, ale póki nie ma nikogo to mogę posiedzieć. Opowiadaj. Jak rozprawa?
-Wygrałam. To całe oskarżenie to było jedno wielkie kłamstwo. Były mojej klientki nawet nie potrafił określić czy spadł czy może zleciał .
-Cieszę się. Nie wiele brakowało , dałabyś ciała.
-Wiem, to dzięki tobie. Jesteś czujna.
-Mogłaś sobie budzik ustawić. Wstałabyś punktualnie i zjadła porządne śniadanie.
-Wczoraj do późna rozmawiałam z Niall'em,a kiedy skończyłam byłam bardzo zmęczona i od razu zasnęłam.
-Han co ty na to żebyśmy obejrzały razem film?
-Dobrze. To ja pójdę do sklepu i kupię co trzeba.
***
Wieczorem po obejrzeniu filmu poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku po czym włączyłam laptopa i zadzwoniłam przez Skype'a do Horana
#Niall
Właśnie włączyłem komputer, miałem dzwonić do Hany ale ona mnie uprzedziła. Odebrałem szybko połączenie.
-Hej słońce -wysłałem jej buziaka
-Cześć - odpowiedziała
-Coś się stało kochanie? Wyglądasz na smutną. Rozprawa źle poszła? -zmartwiłem się. Nie lubię kiedy Han jest smutna.
-Rozprawa się udała. Tęsknię za tobą Niall dlatego. Wróć już.
-Chciałbym, ale dobrze wiesz,że nie mogę . Jeszcze jakiś miesiąc, może dłużej.
-O miesiąc za długo. Nie wytrzymam dłużej -fuknęła . Ale na balu będziesz?
-Jasne, przecież obiecałem. To w następny piątek?
-Tak
-Nie mogę się doczekać tego dnia. Odliczam już dni, godziny, minuty -oznajmiła
-Chciałbym cię przytulić i kochać się z tobą. Być blisko ciebie.-powiedziałem
-Niall , nakręcasz mnie.
-Najchętniej zrobiłbym to zaraz, teraz. Kochanie musze kończyć. Wołają
mnie.
-Jasne, rozumiem. Kocham cie.
-Ja ciebie też. Dobranoc
~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy.Pierwszy rozdział za mną. Jak wrażenia? Starałam się jak mogłam, żeby rozprawa jakoś wyszła. Przepraszam, że tak mało Niall'a. Zapraszam na zwiastun,kto jeszcze nie widział :)
Komentujcie , bo to mnie bardzo motywuje.
Jeśli możecie polecacie innym :)
#BigLoveNiallFF
@angelharry99
Obudziłam się po 9:00. Mogłam sobie pozwolić na dłuższy sen, ponieważ do pracy szłam na popołudniową zmianę. Wywlokłam się z łóżka, chwyciłam szlafrok leżący na poręczy i wyszłam z pokoju. Szłam obok pokoju Hany, drzwi były otwarte. Zauważyłam,że przyjaciółka jest w łóżku, a obok niej leży włączony laptop.Natychmiast weszłam do jej pokoju i zaczęłam ją szturchać i wołać. Po chwili otworzyła swoje zaspane oczy.
-Co jest? -zapytała porannym głosem
-Hana -spojrzałam na budzik, który stał na szafce obok łóżka - jest 9:22 a masz rozprawę o 11:00. - krzyknęłam
-Cholera! Zaspałam, za długo rozmawiałam z Niall'em - dziewczyna szybko wstała z łóżka i podbiegła do swojej szafy, gdzie na drzwiach na wieszaku wisiały ciuchy, które przygotowała wczorajszego wieczoru,aby je dzisiaj ubrać.
-Zrobię ci kanapki, bo pewnie wyjdziesz z domu bez śniadania -rzekłam
-Dziękuję , kochana jesteś -odpowiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki.
#Hana
Bardzo szybko wykonałam wszystkie łazienkowe czynności. Założyłam czarne, skórkowe spodnie, białą koszule i czarną marynarkę. Włosy rozczesałam zostawiając rozpuszczone. Usta pomalowałam różowym błyszczykiem,tak aby kolor pasował do reszty mojego makijażu. Wychodząc z łazienki spojrzałam ostatni raz w lustro. Wyglądałam dość dobrze. Wzięłam z pokoju teczkę z dokumentami i telefon. Zeszłam na dół, do kuchni. Doris pakowała zrobione przez nią kanapki do plastikowego pojemnika.
-Może skusisz się na choć jedną kanapkę? Do rozprawy jest jeszcze czas. -powiedziała
-Wiem, ale zanim zjawie się w sądzie muszę pojechać do kancelarii -oznajmiłam.
-Napij się chociaż gorącego kakao. Przyjaciółka trzymała w ręku szklankę. Wzięłam ją i upiłam trochę.
-Teraz już naprawdę muszę lecieć. Chwyciłam pojemnik z kanapkami i schowałam do teczki . Założyłam kozaki, kurtkę i opatuliłam się szalikiem, gdyż na dworze było 13 stopni mrozu, Miałam już wychodzić gdy zatrzymała mnie Dorothy.
-Hana twoja toga!-zawołała
-No tak racja! Dziękuję.
-Uważaj na siebie i powodzenia na rozprawie. Dawaj pupę.
Patterson dała mi kopniaka w tyłek, po czym wyszłam z domu i pojechałam do kancelarii. Na miejscu jeszcze raz na spokojnie przeanalizowałam szczegóły dotyczące sprawy mojej klientki. Pół godziny przed rozpoczęciem rozprawy pojechałam do sądu,który znajdował się niedaleko kancelarii. Po wejściu do budynku poszłam do szatni oddać moją kurtkę. Kozaki zamieniłam na wygodne, czarne szpilki. Ubrałam toge i poszłam schodami na górę pod sale rozpraw. Pod drzwiami czekała na mnie moja klientka,a po przeciwnej stronie jej były mąż razem z adwokatem.
-Dzień dobry -powiedziałam
-Dzień dobry. Mam nadzieje, że sąd mnie nie skaże.
-Spokojnie, będzie dobrze. Zrobię wszystko żeby tak się stało -pocieszyłam panią Madison
Drzwi sali otworzyły się i wyszedł człowiek, który zapowiada kogo dana sprawa dotyczy.
-Sprawa oskarżonej Claraiss'y Madison sala numer 10.
Kiedy usłyszeliśmy wezwanie weszliśmy do sali rozpraw i zajęliśmy wyznaczone miejsce. Rozprawa rozpoczęła się 5 minut po wejściu sądu.
***
-Rozumiem w takim razie,że Pan Chris sam sobie złamał nogę -powiedział adwokat męża mojej klientki.
-Tego to nie wiem, ale to nie ja wysoki sądzie -oznajmiła pani Medison.
-Czyli wszyscy kłamią w tej sprawie tylko pani jedna mówi prawdę -rzekł adwokat męża klientki
-Na to wygląda -potwierdziła pani Claraissa
-Czy pan mecenas ma jeszcze jakieś pytania merytorycznie związane ze sprawą.?-rzekł sąd
-Nie wysoki sądzie. Czy mogę prosić o 10 minut przerwy?-zapytał obrońca męża pani Madison
-Dopiero co zaczęliśmy -odarł sędzia
Mimo prośby o przerwę przeciwnej strony sąd się nie zgodził i rozprawa trwała dalej.
***
-Mówiąc krótko został pan popchnięty-podsumował adwokat pana Chris'a
-Tak właśnie tak, zostałem popchnięty -rzekł Chris
-Wysoki sądzie mogę? -zapytałam wstając
-Tak,słuchamy -powiedział sąd . Mój przedmówca usiadł.
-Panie Madison co pan dziś robił rano o 7:00?
-Wysoki sądzie to nie ma żadnego związku ze sprawą wtrącił adwokat męża klientki
-Przeciwnie panie mecenasie -natychmiast zaprotestowałam
-Panie Madison proszę odpowiedzieć na pytanie mecenas Brooks - oznajmił sąd. Obrońca męża klientki usiadł
-Dzisiaj o 7:00 no to spałem jeszcze.-odpowiedział Madison
-A co pan robił wczoraj wieczorem o 7:00?-zadałam kolejne pytanie.
-Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie kumpeli oglądaliśmy filmy.
-Rozumiem. To proszę powiedzieć, kiedy ostatnio miał pan stałe zatrudnienie?
-Tak na stałe? -zapytał Chris
-Mhm-przytaknęłam
-No to w MZK jakieś 5 lat temu to było co nie Clar?
-Wysoki sądzie.. -adwokat męża przerwał, wstając
-Ostanie pytanie -oznajmiłam szybko
-Słucham -odpowiedział sędzia.Wzięłam głęboki oddech.
-Panie Madison w momencie, kiedy spadł pan ze schodów i leżał,ze złamaną nogą na nich przypomina pan sobie co wtedy robiła pani Madison? Stała na szczycie schodów i patrzyła na to? -zapytałam i czekałam na odpowiedź.
-No co pani przecież jakby Claraissa tam była to by mnie uratowała,prawda?
-Wysoki sądzie dziękuję, nie mam więcej pytań.-powiedziałam i usiadłam
-Proszę nam przypomnieć dlaczego spadł pan ze schodów.-powiedział mecenas eks męża mej klientki wstając
-Tak to wysoki sądzie...bo ja miałem na głowie taki żakieciki nic nie widziałem a gdzie nie spojrzałem to było ciemno, nic nie widziałem. Wtedy po prostu...co ja miałem powiedzieć, że co? -Chris spojrzał na swojego adwokata - Chwileczkę -zwrócił się do sądu. Po chwili. Wiem, że spad...zleciałem. ..spadłem
-Zleciał pan? -zapytał sąd w celu ustalenia co tak właściwie się stało
-Zleciłem - wyznał
-Dziękuję, nie mam więcej pytań do pana -powiedział sędzia -Może pan usiąść a do barierki poproszę Emilly Smith.
***
-No gdyby go nie popchnęła to by nie upadł. Nadmieniam,że oboje byliśmy trzeźwi.-powiedziała Smith
-Pani mecenas ma jakieś pytania?-zapytał się mnie sędzia
-Dziękuję wysoki sądzie. Musze przyznać pani Emilly,że jest pani elegancką kobietą - oznajmiłam
-Dziękuję. Robię co mogę -powiedziała
-I wszyscy to widzimy. To wspaniałe, że przywiązuje pani wielką wagę co do wyglądu i stroju. Proszę mi powiedzieć jakiego koloru szpilki miała pani na sobie tamtego dnia?
-Co to za pytanie wysoki sądzie -oburzył się mecenas pana Chris'a
-Słuchamy -rzekł sąd
-Granatowe z czerwoną podeszwą. Porządne podróbki. Nie jakiś badziew. Niestety już ich nie mam po tym takim wielkim deszczu, sąd pamięta, co to pół Manchesteru zalało. A z boku to miały takie klamerki z brylancikami. Takie cudne, fajne. Drugich już takich nie kupię.
-Ma pani imponującą pamięć pani Emilly. -zauważyłam.
-Wiem. Jak raz coś zobaczę to już nie zapomnę. -oznajmiła.
-Zatem pewnie pamięta pani, w jakiej odległości znajdowała się pani Medison w momencie kiedy wychodziliście z mieszkania? -zadałam następne pytanie
-Jak wychodziliśmy to jej nie było, drzwi zatrzasnęła wariatka -powiedziała Smith
-Ale najpierw popchnęła pana Medison'a, dopiero potem zatrzasnęła drzwi.
-Od razu zatrzasnęła! -oburzyła się kobieta
-Od razu mówi pani? Czyli potem wróciła za próg mieszkania.
-No... tak pani mecenas.
-Proszę mi powiedzieć, czy pamięta pani odległości od szczytu schodów do progu mieszkania?
-Jakoś tak jak ode mnie do pani.
-I nie sądzi pani, że na taką odległość ciężko kogoś pchnąć?
-Przypominam wysoki sądzie, że mój klient miał na głowie żakiet - odezwał się adwokat
pana Madison'a. Na sali rozległ się śmiech osób przyglądających się sprawie.
-Trudno o tym zapomnieć panie mecenasie -powiedziałam
-Proszę o spokój. Wzywam obronę do powstrzymania się od komentarzy w tej sprawie.
-Przepraszam. Nie mam więcej pytań. -rzekłam
-Świadek jest wolny, dziękujemy -oznajmił sąd.
Pani Emilly odeszła od barierki i zajęła swoje dotychczasowe miejsce. Nastąpiła chwila ciszy. Po krótkim momencie milczenia zaczęłam swoją mowę końcową.
-Wysoki sądzie, uważam,że mamy do czynienia z niewłaściwą kwalifikacją czynu to po pierwsze. A po drugie jeśli ktoś na tej sali jest ofiarą to tylko i wyłącznie moja klientka Claraissa Madison. Kobieta ciężko pracująca, która musi utrzymać siebie, dwoje dzieci i byłego męża, który nie podejmuje żadnej pracy i nie zamierza wprowadzić się z mieszkania byłej żony. Prześledźmy teraz to tragiczne zdarzenie. Claraissa Madison wraca zmęczona po pracy i co zastaje? Byłego męża z inną kobietą, wyrzuca więc oboje z mieszkania. W słusznym gniewie rzuca w byłego męża żakietem należącym do pani Emilly Smith. Zatrzaskuje drzwi i upokorzona płacze. Wysoki sądzie, uważam,że moja klientka nie ma sobie nic do zarzucenia i nie wiem, czy reszta się ze mną zgodzi -wskazuje na osoby przysłuchujące się sprawie ,obecne na sali -Ale co może zarzucić sobie kobieta, która marzy tylko i wyłącznie o normalnym, dobrym życiu z dala od eks małżonka i jego miłosnych wybryków oraz awantur, które ciągle wszczyna. Dziękuję wysoki sądzie.
Siadam na swoim miejscu obok pani Madison. Po wysłuchaniu mowy końcowej adwokata pana Chris'a sąd zamyka rozprawę, każe czekać na wyrok, który zostanie ogłoszony po naradzie. Przerwa trwa 10 minut. Sąd wchodzi ponownie, wszyscy stoimy i czekamy na postanowienie.
-Wobec nie dających się rozstrzygnąć wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu wydarzeń sąd postanawia uniewinnić Claraiss'ę Madison od popełnienia zarzucanego jej czynu . Zamykam rozprawę.
Moja klientka bardzo się cieszy z wyroku sądu . Dziękuje mi za wszystko. Rozmawiając idziemy razem do szatni po kurtki. Pożegnałam się z klientką i poszłam do auta. Wróciłam do kancelarii, aby zabrać wszystkie swoje rzeczy, gdyż dzisiaj był ostatni dzień pracy w tym miejscu. Mecenas Owen chciał ze mną porozmawiać zanim wyjdę dlatego gdy spakowałam rzeczy poszłam do gabinetu.
-Jesteś pewna, że podjęłaś dobrą decyzję? Nie chce, abyś odchodziła, jesteś dobrym prawnikiem. -powiedział
-To moja ostateczna decyzja, podjęłam ją jakiś czas temu. Zresztą więcej czasu byłam na zwolnieniu niż tutaj pracowałam.
-To nie ma nic do rzeczy Hana. Co zamierzasz dalej robić? -zapytał
-Jeszcze nie wiem. Poszukam jakieś pracy.
-Jako kelnerka? Zmarnujesz się. -rzekł
-Może i tak. Wiem,że muszę skończyć z prawniczym życiem, a jak tego nie zrobię zawsze będę pamiętać o tym co mnie spotkało.
Po chwili rozmowy pożegnałam się z mecenasem i resztą pracowników. Zabrałam karton z rzeczami i wyszłam. Wsiadłam do auta, kładąc na siedzeniu pasażera pudełko. Włożyłam kluczyki do stacyjki i siedziałam tak myśląc co robić dalej. Właśnie zamknęłam kolejny rozdział swojego życia. Po paru minutach zrezygnowana sięgnęłam po telefon. Miałam jedną wiadomość. Odblokowałam urządzenie i zaczęłam czytać sms'a od Niall'a, którą dostałam dwie godziny temu.
Niall: Powodzenia na rozprawie skarbie. Choć jestem daleko trzymam kciuki, wierzę,że dasz sobie radę. Zadzwonię wieczorem. Całusy.
Po przeczytaniu wiadomości, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Postanowiłam, że odwiedzę Dorothy w pracy. Pojechałam do muffiniarni. Droga zajęła mi
30 minut. Będąc na miejscu zaparkowałam auto niedaleko i weszłam do środka.
-Cześć -przywitałam się
-O hej. Nie myślałam,że wpadniesz. Stawiałam raczej,że wyjdziesz gdzieś z Harry'm. Chcesz coś do picia, a może ciasto? -zaproponowała
-Mam ochotę na gorącą czekoladę, zmarzłam na dworze. A jedyną osobą z którą mam ochotę wyjść gdziekolwiek jest Niall.
-Okej, już się robi. Wiem, że za nim tęsknisz. Ale chyba wytrzymasz jeszcze trochę? -zapytała
-A mam inne wyjście? -odpowiedziałam pytaniem
-No nie. Proszę oto twoja czekolada i ciasto . Przyjaciółka podała mi zamówienie.
-Dosiądziesz się do stolika?
-Tak, ale za chwilkę, muszę obsłużyć jednego klienta.
Wzięłam ciasto i czekoladę i usiadłam przy jednym ze stolików. Zdjęłam kurtkę. Popijałam czekoladę, gdy Patterson się dosiadła.
-Długo nie pogadamy, bo jestem w pracy, ale póki nie ma nikogo to mogę posiedzieć. Opowiadaj. Jak rozprawa?
-Wygrałam. To całe oskarżenie to było jedno wielkie kłamstwo. Były mojej klientki nawet nie potrafił określić czy spadł czy może zleciał .
-Cieszę się. Nie wiele brakowało , dałabyś ciała.
-Wiem, to dzięki tobie. Jesteś czujna.
-Mogłaś sobie budzik ustawić. Wstałabyś punktualnie i zjadła porządne śniadanie.
-Wczoraj do późna rozmawiałam z Niall'em,a kiedy skończyłam byłam bardzo zmęczona i od razu zasnęłam.
-Han co ty na to żebyśmy obejrzały razem film?
-Dobrze. To ja pójdę do sklepu i kupię co trzeba.
***
Wieczorem po obejrzeniu filmu poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku po czym włączyłam laptopa i zadzwoniłam przez Skype'a do Horana
#Niall
Właśnie włączyłem komputer, miałem dzwonić do Hany ale ona mnie uprzedziła. Odebrałem szybko połączenie.
-Hej słońce -wysłałem jej buziaka
-Cześć - odpowiedziała
-Coś się stało kochanie? Wyglądasz na smutną. Rozprawa źle poszła? -zmartwiłem się. Nie lubię kiedy Han jest smutna.
-Rozprawa się udała. Tęsknię za tobą Niall dlatego. Wróć już.
-Chciałbym, ale dobrze wiesz,że nie mogę . Jeszcze jakiś miesiąc, może dłużej.
-O miesiąc za długo. Nie wytrzymam dłużej -fuknęła . Ale na balu będziesz?
-Jasne, przecież obiecałem. To w następny piątek?
-Tak
-Nie mogę się doczekać tego dnia. Odliczam już dni, godziny, minuty -oznajmiła
-Chciałbym cię przytulić i kochać się z tobą. Być blisko ciebie.-powiedziałem
-Niall , nakręcasz mnie.
-Najchętniej zrobiłbym to zaraz, teraz. Kochanie musze kończyć. Wołają
mnie.
-Jasne, rozumiem. Kocham cie.
-Ja ciebie też. Dobranoc
~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy.Pierwszy rozdział za mną. Jak wrażenia? Starałam się jak mogłam, żeby rozprawa jakoś wyszła. Przepraszam, że tak mało Niall'a. Zapraszam na zwiastun,kto jeszcze nie widział :)
Komentujcie , bo to mnie bardzo motywuje.
Jeśli możecie polecacie innym :)
#BigLoveNiallFF
@angelharry99


Niech już Niall wraca do Hany no. Co tam jakiś MC. Dziewczyna jest ważniejsza.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że Hana odeszła z kancelarii. Tak dobrze sobie radziła w tym zawodzie.
Ciekawi mnie ten bal ;)
Jedna uwaga. Pisałaś w czasie przeszłym, nagle pojawił się teraźniejszy, a potem znów przeszły. Staraj się pisać w jednym
Czekam na next i życzę weny :)
Cieszę się, że Hana wygrała rozprawę. Mimo wszystko szkoda, że odeszła z kancelarii. Jakoś nie widzę jej w innym zawodzie, niż adwokat. Przecież jakby nie patrzeć byłoby głupotą, gdyby została jakąś kelnerką.
OdpowiedzUsuńBardzo jestem ciekawa tego balu :D
Jednocześnie mam dziwne przeczucia, że Niall gra przed Haną. Jeśli chciałby z nią rozmawiać to nawet znajomi nie byliby w stanie go od tego odciągnąć. Coś mi tu nie gra.
Reasumując odcinek mi się podobał :)
Zwrócę ci uwagę z informacji jakie posiadam, że w momencie, kiedy wątroba wysiada człowiek dostaje żółtaczki i w dość szybkim tempie człowiek umiera. Mimo wszystko rozumiem, że to fikcja i te sprawy.
Życzę weny i miłej soboty.
p.s. Przepraszam, że komentarz jest chaotyczny, ale jestem zmęczona po wczorajszym.