"Dziś właśnie skończył się mój świat "
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
#Hana
Razem z Niall'em wróciłam do wcześniejszego życia. Teraz możemy cieszyć się sobą, nie licząc minut, które razem spędzamy. Wreszcie nasze życie jest takie, jak u innych zakochanych par. Niall jak najęty codziennie mówi o ślubie i weselu. Musze przyznać, że jak na faceta to ma bujną wyobraźnię i mnóstwo pomysłów. Bardzo często, kiedy wracam z pracy zastaje Niall'a siedzącego przy stole razem z Dorothy, którzy zapisują w zeszycie swoje pomysły. Horan napisał wstępną listę gości. Mój narzeczony jest bardziej zainteresowany naszym ślubem niż ja, co prowadzi do zabawnej wymiany zdań między nami. Niall twierdzi, że zamieniliśmy się duszami jeśli chodzi o ślub.
-Wiesz, co dzisiaj wymyśliłem? -zapytał Niall, kiedy leżałam już w łóżku i czytałam książkę przy zapalonej lampce.
-Kolejny ślubny pomysł? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie spoglądając na jego twarz spod książki.
-Tak -powiedział Niall.
-Zamieniam się w słuch -rzekłam zamykając książkę, wcześniej zaznaczając fragment, na którym skończyłam.
-Wyjedziemy gdzieś i pobierzemy się na jakieś plaży. Tylko ty i ja.
-A rodzice, przyjaciele?
-Ich nie będzie. Powiemy im po fakcie -powiedział Niall
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Rodzice się wściekną. -zauważyłam.
-Nie potrzebuje nikogo żeby wypowiedzieć słowa przysięgi małżeńskiej. Wystarczy mi tylko twoja obecność .
-To może ksiądz też jest zbędny? Wiesz co kochanie? Myślę, że gdybyś mógł to sam byś nas ożenił.
-Hana to nie jest głupi pomysł. Mamy piękny marcowy wieczór...
-Ziemia do Niall'a. Jesteśmy na ziemi, nie w kosmosie. Buuu- zaczęłam machać rękami przed twarzą Niall'a, żeby przywrócić do rzeczywistości.
-Co? -chłopak złapał mnie za nadgarstki.
-Twoja ekscytacja ślubem zaczyna mnie przerażać. Dopiero co przejęłam twoje oświadczyny, a ty bez przerywy o tym gadasz.
-Chcę żebyś w końcu została moją żoną, bo wtedy będziesz tylko moja, a teraz ktoś może mi cię odebrać.
-Skarbie, nie interesują mnie inni faceci, poza jednym Irlandczykiem, który myśli tylko o jednym. -powiedziałam składając pocałunek na ustach chłopaka.
Niall jedną dłonią gładził mój policzek, a drugą włożył pod moją koszulkę, przesuwając ją po moich ciepłych plecach, co sprawiało mi przyjemność i powodowało, że motylki w brzuchu się odezwały. Nie przerywając pocałunku położyłam się na plecach.
-Ciii..-szepnął Niall, przerywając pocałunek kładąc palec na moich ustach.
Po chwili zaczął całować moją szyję, dekolt, aż zrobił mi malinkę.
***
Miałam dzisiaj wiele pracy. Nowa kampania reklamowa, którą się zajmowałam musiała zostać zrealizowana wcześniej niż przypuszczano. Musiałam się wszystkim zająć, żeby kampania była gotowa na czas. Ciężko było mi przesunąć następny projekt, gdyż gonią nas terminy przez to,że nikt nie miał nad tym kontroli, kiedy moja poprzedniczka odeszła. Odkąd zaczęłam pracować na tym stanowisku, starałam się ogarnąć cały ten chaos.
Po południu, kiedy nadzorowałam prace nad jedną z kampanii, zaczął dzwonić mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz urządzenia. Dzwonił Mark Owen. Przesuwając palcem odebrałam połączenie.
-Witaj Mark -przywitałam byłego szefa.
-Jesteś jeszcze w pracy? -zapytał Mark
-Tak, stało się coś?
-Musimy porozmawiać. Będziesz mieć dziś czas?
-Pewnie, że tak. -zerknęłam na zegarek -Jeśli ci pasuje to mogę być w kancelarii za jakieś trzy godziny.
-Okey, może być. Do zobaczenia.- Owen się pożegnał.
Zrobiłam to samo po czym zakończyłam połączenie i wróciłam do przerwanego zajęcia. Kolejne godziny minęły bardzo szybko. Kiedy skończyłam prace, wsiadłem w samochód i pojechałam do kancelarii. Droga zajęła mi prawie godzinę, ponieważ o tej porze w Manchesterze panuje duży ruch i są korki. Strasznie tego nie lubię,ale zdążyłam się już przyzwyczaić. Gdy po prawie 60 minutach dotarłam pod budynek kancelarii, zaparkowałam auto na parkingu po czym chwyciłam torebkę, która leżała na siedzeniu obok i zamykając auto skierowałam się do wejścia. Akurat winda była na parterze więc weszłam do niej, naciskając odpowiedni guzik z numerem piętra, na którym mieściła się kancelaria. Po kilku minutach spędzonych w windzie wysiadłam z niej i skierowałam się w stronę gabinetu byłego pracodawcy. Po drodze minęłam się z sekretarką.
-Hej, mogę? -zapytałam wcześniej pukając do drzwi.
-Tak, chodź. Napijesz się czegoś? Może kawy? -zapytał Owen
-Nie dziękuję. Woda z cytryną mi wystarczy. -odrzekłam
-Proszę.-mecenas podał mi szklankę z wodą
- Znów chodzi o Jennifer, prawda? -zapytałam domyślając się.
-Tak, jej adwokat kolejny raz prosił o spotkanie.
-Dobrze wiesz,że nie chce się z nią widzieć. Nie jestem na to gotowa . Powiedz, że się nie zgadzam.
-Próbowałem,ale jej adwokat nalegał. Prosił, żebym z tobą porozmawiał. Nie mogę na ciebie naciskać sama musisz zdecydować, czy chcesz się spotkać z Jennifer.-powiedział Mark
-Nie wiem co zrobić. Może powinnam się zgodzić, w końcu wciąż odmawiam, a z drugiej strony nie mam ochoty na spotkanie z Jennifer. A ty co byś mi radził? -zapytałam
-Na twoim miejscu poszedłbym dla świętego spokoju. Hill bardzo chce cię zobaczyć.-powiedział Mark-Chcesz to będę ci towarzyszyć, jeśli się boisz.
-Dziękuję. Nie jestem przekonana co do tego pomysłu, ale niech jej będzie. Spotkam się z nią - powiedziałam.
-Czyli się zgadzasz?
-Tak. Możesz zadzwonić do jej adwokata i umówić się na konkretny dzień. -rzekłam
Owen sięgnął po telefon i zadzwonił do pełnomocnika Hill. Rozmowa trwała niecałe 10 minut. Nie skupiałam większej uwagi na padające słowa. Myślami byłam gdzie indziej.
-Możesz spotkać się z nią jutro o 16:00, pasuje ci?
-Tak -powiedziałam obojętnie.
-Będzie dobrze. Jesteś bezpieczna. Jennifer cię nie skrzywdzi, możesz mi zaufać. -Owen pocieszał mnie, gdyż miałam obawy przed spotkaniem. Bałam się.
-Jest pod opieką specjalistów -przyznałam po krótkiej chwili.
Rozległo się pukanie do drzwi. Do gabinetu wszedł Harry.
-Mark przyniosłem ci dokumenty do przejrzenia...Przeszkadzam? -zapytał Styles.
-Nie. Wejdź -odpowiedziałam.
-Właściwie to już skończyliśmy. -oznajmił Mark.
-Na mnie już czas -stwierdziłam wstając z krzesła i kierując się ku drzwiom.
-To jutro o 15:45 spotykamy się przed zakładem okey?
-Tak. Do zobaczenia -powiedziałam wychodząc.
Szłam prosto do windy, kiedy Harry złapał mnie za ramię. Zatrzymałam się.
-Myślałaś,że uda ci się wyjść bez pożegnania? Nie ładnie tak postępować -zażartował Harry.
-Nie chciałam przeszkadzać ci w pracy. -stwierdziłam
-Ty mi nigdy nie przeszkadzasz , jesteś moją ulubioną przyjaciółką -oznajmił Harry. -O co chodzi z tym zakładem? Czy to jest to o czym ja myślę?
-Zależy co masz na myśli.
-Uległaś Jennifer tak? Myślałem, że to zamknięty rozdział
-Odwiedzę ją tylko raz. Zobaczę co ma mi do powiedzenia, podobno to coś ważnego.
-Ciekawe co takiego może chcę chcieć taka wariatka jak ona.- powiedział Harry.
-Jennifer jest chora Haroldzie.-przypomniałam
-Przez nią prawie umarłaś. Co jeśli wymyśliła coś innego? Nigdy nie wiadomo jakie myśli krążą jej po głowie.
-Nie będę tam sama. Mark ze mną pójdzie. A w środku ktoś będzie. Nie ma szans, żeby mnie zaatakowała.
-Okej. Uważaj na siebie. Mogę do was wpaść jutro na piwo?
-Jasne, Niall się ucieszy.- powiedziałam, po czym pożegnałam się z przyjacielem.
***
#Niall
Jedliśmy kolacje. Tylko ja i Hana. Dziewczyna była nieobecna podczas posiłku. Prawie wcale się nie odzywała i mało co zjadła. Zmartwiłem się, bo dawno nie widziałem Hany w takim stanie. Zawsze była uśmiechnięta i pełna życia. Nie dawało mi to spokoju. Postanowiłem zapytać co się stało.
-Kochanie, wszystko w porządku? - zapytałem chwytając jej prawą dłoń.
-Tak.- powiedziała spoglądając na mnie.
-Na pewno? -zapytałem, żeby mieć pewność.
-Jutro mam spotkanie z Jennifer. Bardzo nalegała, jej adwokat powiedział, że to coś ważnego.-oznajmiła Hana i wypuściła powietrze z płuc.
-Jesteś pewna, że chcesz tam iść?
-Nie wiem. Czuję, że powinnam, choćby przez wzgląd na naszą długą przyjaźń.-westchnęła,
-Mogę ci towarzyszyć jeśli chcesz. Wezmę wolne. -powiedziałem.
-Nie trzeba Niall. Dam sobie radę. Mark będzie mi towarzyszył, sam mi to zaproponował. -powiedziała.-Przytul mnie, najmocniej jak potrafisz. -rzekła.
Podniosłem się z krzesła i natychmiast spełniłem prośbę narzeczonej. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło. Wiem, że Hana mnie teraz bardzo potrzebuje.
#Hana
Denerwowałam się przez spotkaniem z Jennifer. W pracy nie mogłam się na niczym skupić, myślami byłam gdzieś daleko. Co chwila zerkałam na zagadek, czas płynął tak szybko. Choć było to trudne postanowiłam pozbyć się jakichkolwiek myśli i skupić się na moich obowiązkach.
Punktualnie o 15:45 zaparkowałam auto przed zakładem psychiatrycznym. W oddali przy bramie stał Mark. Wyjęłam kluczyk ze stacyjki, po czym chwyciłam torebkę i wyszłam z auta zamykając drzwi. Podążyłam w stronę adwokata. Przywitaliśmy się i oboje weszliśmy za bramę.Wewnątrz nie było zbyt dużo ludzi. Szliśmy wzdłuż długiego korytarza. Mijałam pokoje, w których mieszkali ludzie chorzy psychicznie. Ściany były pomalowane na niebiesko. Kiedy dotarliśmy pod właściwe drzwi zatrzymałam się. Wyjęłam z kieszeni kurtki telefon, który wyciszyłam, bo nie chciałam,żeby ktoś przeszkadzał mi w rozmowie. Z trudem mogłam utrzymać telefon w ręku, gdyż dłonie mi się trzęsły. Mark widząc to zaczął mnie uspokajać i pocieszać. Zasugerował, że możemy zawrócić, skoro nie jestem na to gotowa. Od razu zaprotestowałam, chociaż się bałem, gdyż cały czas miałam przez oczami obraz Jennifer z bronią w ręku, którą celuje prosto na mnie. Wzięłam głęboki wdech i weszłam do pomieszczenia. Pokój był dość duży, wszędzie ustawione były ustawione kwadratowe stoły i cztery krzesła stojące przy rogach stolika. Ściany były pomalowane na szaro ,a w okna były zakratowane. Byłam przyzwyczajona do takich widoków, gdyż kiedy byłam jeszcze adwokatem kilka razy odwiedzałam klientów kancelarii w areszcie. W zakładzie psychiatrycznym było niemal identycznie. Podeszłam do stolika, przy którym siedziała Jennifer. Ubrana była w czarny dres,miała lekki makijaż a czarne długie włosy związane w kucyk. Kiedy mnie rozpoznała natychmiast wstała.
-Dziękuję, że zgodziłaś się przyjść. -powiedziała podając mi prawdą.
-Chciałaś mi coś powiedzieć więc jestem -odpowiedziałam podając jej swoją dłoń, po czym zajęłam miejsce na przeciwko Jennifer.
-Nie wiem jak mam cie przepraszać, nie wiedziałam co robię -Hill zaczęła się tłumaczyć -Przeze mnie mogłaś zginąć.
-Tak się nie stało, żyję -powiedziałam, gdyż za bardzo nie miałam pojęcia co mam jej odpowiedzieć.
-Jak się czujesz? Uszkodziłam ci wątrobę.
-Lepiej, na szczęście obyło się bez przeszczepu. A ty jak się trzymasz?-zapytałam, bo nie byłam na tyle chamska,żeby się nie zainteresować.
-Ciężko mi. Nie potrafię się z tym pogodzić co ci zrobiłam. Kiedy powiedzieli mi co próbowałam zrobić nie mogłam w to uwierzyć - z oczu Jenny zaczęły wydostawać się łzy.-Jest jeszcze coś o czym powinnaś wiedzieć.
-Co takiego? Twój adwokat mówił, że to coś ważnego.
-Bo widzisz nie jestem chora tylko psychicznie. Mam HIV'a.-powiedziała Jennifer i zaczęła płakać.
-Przykro mi. Nie wiem co powiedzieć.-odruchowo złapałam Hill za rękę,
-Hana, to nie wszystko. Być może ty też jesteś chora.
-Jak to? -patrzyłam w oczy Jennifer z przerażeniem.
-Wtedy, k..kiedy cię porwałam, to t-o podawałam ci narkotyki, żebyś spała. Z jednej strzykawki. Wszyscy braliśmy. Ja, ty, oni. Razem.
-Nie -zaprzeczyłam - To prawda, kłamiesz! -kręciłam tylko głową.
-Przepraszam tak strasznie cię przepraszam -Jenny szlochała.
-Wiesz co ty zrobiłaś?! Jak mogłaś!-krzyknęłam
-Przepraszam, może się nie zaraziłaś.-powiedziała
-Nie chce tego dłużej słuchać! Chcę stąd wyjść -powiedziałam do strażnika
-Zostań Hana! -Jennifer złapała mój nadgarstek
-Mało ci? Już raz zniszczyłaś mi życie!-krzyknęłam po czym wyrwałam się z jej uścisku, zabrałam kurtkę i wyszłam z pomieszczenia. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale przytuliłam się do Marka i pozwoliłam łzom płynąć.
** *
Wstałam wcześnie rano. Postanowiłam, że pójdę zrobić badania na obecność wirusa HIV. Nie powiedziałem jeszcze nic Niall'owi, zrobię te badania w tajemnicy przed nim. Nie chce żeby się matwił. Żeby dochować sekretu udałam się na badania do innego szpitala. Tam pobrali mi krew i kazali czekać na wyniki, które miały być gotowe po południu.
Podczas przerwy obiadowej dostałam telefon,że są wyniki i czekają do odbioru w recepcji. Poprosiłam o wolne na resztę dnia, gdyż nie sądziłam,że będę w stanie się skupić.
Kiedy tylko dotarłam do szpitala i podałam kobiecie swoje nazwisko natychmiast odnalazła moje wyniki. Podziękowałam dziewczynie po czym wzięłam brązową kopertę. Oddaliłam się od recepcji i drżącymi rękoma otworzyłam kopertę. Wędrowałam wzrokiem w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, które od wczoraj było w mojej głowie.
-"Wyniki testu na obecność wirusa HIV jest pozytywny"-przeczytałam grube litery.
W tym momencie świat się zatrzymał. Nie pamiętam jak znalazłam się w aucie. Wiem tylko, że łzy płynęły z moich oczu tak mocno, że obraz drogi mi się zamazywał. Nie mam pojęcia dlaczego,ale pojechałam na cmentarz. Na stoisku znajdującym się przed wejściem kupiłam czerwony znicz. Szłam przed siebie alejką. Widziałam ludzi, którzy sprzątali groby swoich bliskich i przyszli się za nich pomodlić. Kiedy szłam drugą momentalnie skręciłam w rząd ,w którym spoczywały dusze małych dzieci. Stanęłam przy jednym z nich. Był zaniedbany. Stwierdziłam,że go uprzątnę. Zaczęłam zgarniać dłonią opadłe i wyschnięte liście. Z torebki wyjęłam nawilżanie chusteczki, które należały do Nick'a, a ostatnim razem zapomniałam ich wyjąć. Gdy wyczyściłam grób, pożyczyłem od przypadkowego przechodnia zapałkę, po czym postawiłam palący się znicz. Nie pamiętam ile czasu spędziłam nad grobem dziecka.
Potem poszłam do parku, który znajdował się niedaleko cmentarza. Kiedy znalazłam wolną ławkę usiadłam na niej. W ręku cały czas trzymałam kopertę. Wyjęłam wyniki ponownie i patrzałam w nie i płakałam, tak, że część moich łez znalazła się na wydruku. Zaczęłam zastanawiać się co teraz.
"Dziś właśnie skończył się mój świat "
"Jest czarno i rozpaczliwe źle. "
"Miałam plany, marzenia, nadzieje. "
'Chciałam wyjść za mąż. Mieć z Niall'em gromadkę dzieci "
Wraz z przypływem kolejnych myśli płakałam coraz mocniej. Ta myśl bolała mnie najbardziej.
"Umieram. HIV jest wyrokiem "
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Nie wytrzymałam i dodałam rozdział. Drama time rozpoczęta. Jak zwykle wszystko przez Jennifer. Czy tym razem Hill doprowadzi do śmierci Hany? Jeśli tak to co teraz? Która pierwsza pożegna się z życiem? ( wiem to się leczy i nie trzeba zaraz umierać ).
I pytanie. Co ze ślubem? Jak zareaguje Niall i inni jeśli poznają sekret?
Komentujcie proszę, bo to niesamowicie motywuje i pokazuje, że nadal chcecie to czytać
Zapraszam również na Wattpada, bo tam również zaczęłam publikować :)
Następny rozdział będzie w weekend.
Buziaki @angelharry99


Kobieto! Jak mogłaś! Tylko cie zabić! ja myślałam że to tylko Hill tak sobie powiedziała, a nie przypuszczałam że może być to prawda. Nieee no. Ciekawe co zrobi Ni, i reszta jak się dowiedzą :((
OdpowiedzUsuń/AwwMyCollins
Harry ma racje. Wariat to wariat. Hana ciągle mówi, że Jennifer jest chora. Tak jakby to miało być usprawiedliwienie dla jej czynów.
OdpowiedzUsuńBrooks nie chciała być chamska i zapytała Hiall jak się czuje? No heloł, ona chciała ją zabić, a ta się przejmuje, że chamska będzie
Kompletnie zwariowałaś z tym hiv'em? Chcesz im zniszczyć życie?
Hana mogła zarazić Niall'a skoro spali ze sobą bez zabezpieczenia.
Czemu nienawidzisz swoich bohaterów? Jestem w szoku
Ciekawe czy też Niall się zaraził, coś podejrzanego w zachowaniu jen, nagle taka miła, mówi, że nie wiedziała co robi.. nie wiedziała przez miesiące planowania? W sumie dziwne, że J nagle "znormalniała" i "wybaczyła" han.. aż jestem ciekawa co będzie dalej.. weenyy, + lepiej zmień adres bo jeśli coś zrobisz Han chyba cię odwiedzę xD
OdpowiedzUsuń@katimilion