"Będę tęsknił."
#Niall
Trwała druga połowa meczu. Drużyna, w której grał Louis prowadziła. Zostało dosłownie kilka minut do końca spotkania,dlatego zaczęła się ostra walka o zdobycie bramki i tym samym obrona własnej, żeby nie dopuścić do tego, aby przeciwna drużyna wygrała. Nie był to mecz o eliminację, tylko gra w celach towarzyskich i charakter tej rozgrywki nie pokazywał, że wszyscy zgromadzili się na stadionie,żeby dwie godziny spędzić na stadionie z nudów. Każdy z piłkarzy, bez względu na drużynę dał z siebie wszystko. Bramkarze doskonale bronili swojej bramki. Podziwiam wszystkich, bo biegać przez 90 minut na tak dużym boisku to duży wyczyn. Na stadionie zaczęło się robić coraz głośniej. Kibice wstali z miejsc,krzyczeli i dopingowali drużynę, której przyszli kibicować. Louis'owi udało się przejąć piłkę i podać ją piłkarzowi, ze swojej drużyny. Ten z kolei podał ją następnemu a on trafił prosto do bramki.
-Gooool!-krzyknąłem a dziewczyny zaczęły się przytulać.
-Widziałeś to podanie?!-zachwycała się Doris-Było wspaniałe!
-Jasne!-odkrzyknąłem i zacząłem gwizdać.
-To dzięki Louis'owi, on przejął piłkę-powiedziała Hana.
-Mam zdolnego chłopaka, nie dość,że jest dobrym masażystą to świetnie gra w nogę.
-Mógłby zostać prawdziwym piłkarzem, a nie takim miejscowym. Dałby sobie radę na świecie, jestem pewien,że odniósł by sukces. -powiedziałem i usiadłem. Mecz za chwilę się skończy.
-Niall dobrze mówi. Przecież ten polak Lewndowski jest taki sławny. Wszyscy o nim mówią i biją się o niego.
-Chciałbyś mieć chłopaka piłkarza? -zapytała Hana Dorothy.
-Dlaczego nie-odparła i zaczęła błądzić wzrokiem, szukając Tomlinson'a.
Mecz skończył się wynikiem 2:1 dla drużyny Lou. Opuściliśmy stadion prawie jako ostatni. Nie spieszyło nam się, ponieważ czekaliśmy na Lou. Staliśmy przed budynkiem, kiedy wyszedł mój przyjaciel. Na prawym ramieniu miał torbę.Dorothy natychmiast pobiegła do Lou,zaczęła go przytulać i gratulować wygranej.
#Hana
Dorothy była pod wrażeniem gry Louis'a. Nie przypuszczałam,że Tomlinson tak dobrze potrafi grać w piłkę. Było to dla mnie zaskoczeniem, bo na boisku zachowywał się jak profesjonalista. Pogratulowałam chłopakowi udanej gry.
-To co? Idziemy na piwo. Trzeba oblać twój sukces.-powiedział Niall.
-Jest środek tygodnia, Lou jest pewnie zmęczony.-powiedziałam.
-Przywykłem do tego,mam dobrą kondycję-powiedział Lou.-Chodźcie do mnie. Kupiłem zapas piwa.
-Przewidzialeś wygraną? Gdybyś mi powiedział to zrobiłbym grilla. -powiedział.
-Mistrzem grilla jest Harry, ty co najwyżej możesz być mistrzem w jedzeniu wszystkiego bez przytycia choćby kilograma. -zwróciła się Doris do Niall'a.-Zgadzacie się ze mną?
-Tak.-przytaknęłam.-Zadzwonię do Harry'ego i powiem,żeby po wykładach przyjechał.
-Okey.
Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu Louis'a. Gdy byliśmy w mieszkaniu chłopaka Tommo wyjął z lodówki po butelce piwa dla każdego. Doris wsypała do miski chipsy,a do szklanki włożyła słone paluszki. Zaczęliśmy oblewać sukces Lou.
***
Dochodziła 23:00.Chłopcy byli już trochę pijani, jeśli nie bardzo. Muszę przyznać,że poniekąd mają rację. W końcu Louis dał z siebie wszystko i na prawdę dobrze mu poszło.
-Chyba czas zamknąć tą imprezę i zbierać się do domu.-stwierdziłam gdy zobaczyłam w jakim stanie jest Niall i pozostali.
-Masz rację. Nie wiem jak oni pójdą do pracy,nie są do niej zdolni.-powiedziała Doris.-Chyba to był zły pomysł, żeby dzisiaj oblewać sukces, mogliśmy przełożyć to na weekend,ale kto wiedział, że doprowadzą się do takiego stanu.
-Na szczęście ja i ty mamy jeszcze trochę rozumu w głowie.-powiedziałam.-To co? Zamawiam taksówkę.
-Okey.
Zadzwoniłam po taksówkę. Dyspozytor powiedział, że auto przyjedzie za 20 minut. Pomogłam Doris posprzątać bałagan po meczowej imprezie.
-Zostanę u Lou.-powiedziała przyjaciółka-Jeszcze go okradną.
-No jasne. Domyśliłam się.
-Jak zamierzasz dać sobie radę z Harry'm i Niall'em? Twoja chuda budowa ciała i dwoje silnych mężczyzn.
-Niall jest tak samo chudy jak ja. Zresztą mam trochę mojego kochanego ciałka.
-Wiesz co? Harry zostanie dziś tutaj, a ty zabieraj swojego narzeczonego. -powiedziała Dorothy.
Patterson zaczęła budzić chłopaków klaskając i mówić podniesionym głosem. Podziwiam moją przyjaciółkę za to,że potrafi mimo tego pięknego widoku,który przedstawiał 3 facetów śpiących na kanapie obudzić ich. Mam chyba za miękkie serce,bo ja zostawiłabym ich w spokoju, przykryłabym tylko każdego kocem. Mimo,że znam Dorothy rok,czuję jakbym znała ją znacznie dłużej. Traktuje ją jak starszą siostrę, której nie mam,bo rodzice dali mi brata. Mimo, że na ogół jesteśmy podobne do siebie to jednak trochę się różnimy. Dorothy jest bardziej przebojowa i pewna siebie, ma większe poczucie humoru. Bardzo wiele zawdzięczam Doris,być może na początku nie byłam najlepszą przyjaciółką,bo borykałam się z własnymi problemami i nie pokazałam tego jak bardzo ją lubię. Całe szczęście to co było minęło, a my się świetnie rozumiemy. Gdy Niall się obudził zaczął mówić coś pod nosem. Pomogłam mu wstać i utrzymać równowagę. Horan upierał się, że sam sobie poradzi, ale ja nie dałam za wygraną i trzymałam go pod pachą dla jego własnego bezpieczeństwa. Nie chciałabym,żeby idąc spadł ze schodów i rozbił sobie głowę. Mimo,że nie minęło jeszcze 20 minut postanowiłam wyjść z mieszkania Louisa i czekać przed domem na taksówkę. Na dworze było w miarę ciepło, nie padał deszcz, więc mogliśmy oboje stać i wdychać świeże powietrze. Podczas czekania na taksówkę Niall cały czas mówił mi czułe słówka i powtarzał jak bardzo mnie kocha. Wiem,że to co mówił było prawdą, bo ludzie pijani często mówią wtedy takie rzeczy, których normalnie nie mają odwagi powiedzieć. W przypadku Niall'a jest inaczej, bo on czy jest pijany czy też nie codziennie mi to powtarza.
***
Minęły dwa dni od meczu. Harry,Louis i Niall mieli dużego kaca,że następnego dnia nie poszli do pracy.
Robiłam zakupy,kiedy mój telefon zawibrował. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i odblowałam telefon,aby przeczytać sms'a od Kate.Zdziwiłam się, gdyż było późne popołudnie.
Kate:Przepraszam, że teraz cię o tym informuje, ale jutro o 6:00 rano jedziesz nadzorować kampanię. Więcej szczegółów napisałam ci w e-mailu, który już wysłałam ma twoją pocztę.
Tego się nie spodziewałam. Sądziłam,że będę wiedzieć o delegacji kilka dni wcześniej, a nie kilka godzin przed. Zastanawiałam się dokąd mam się udać i jak długo to wszystko potrwa. Korzystając z tego, że jestem w markecie postanowiłam przejść przez wszystkie regały z nadzieją, że coś czego nie mam zwróci moją uwagę i dzięki temu będę mogła zakupić dany towar. Wizyta w sklepie zajęła mi prawie godzinę. Wyszłam z pełnym wózkiem. Kiedy dotarłam do domu od razu zalogowałam się na pocztę i przeczytałam dokładnie e-maila po czym zaczęłam pakowanie.
***
#Harry
Obudziłem się w środku nocy. Zacząłem szukać po ciemku telefonu,żeby sprawdzić, która jest godzina. Znalazłem urządzenie,ale bateria się rozładowała. Przeklnąłem w myślach i z wielką niechęcią podniosłem się z łóżka i udałem się do kuchni po ładowarkę. Uchylając drzwi wyszedłem z pokoju i udałem się w kierunku kuchni. Otoczenie oświetlały lapmy palące się na dworzu dzięki czemu mogłem swobodnie się poruszać i wyjąć z szafki ladowarkę. Zauważyłem cień osoby,która siedziała na kanapie. Postura wskazywała na dziewczynę, ale przez światło,które dawały lampy z zewnątrz nie byłem w stanie określić,kto to był. Poszedłem bliżej siadając na skraju kanapy,postać drgnęła.
-Harry?..To ty?-usłyszałem cichy głos Hany-Tak. Przepraszam,że cię wystraszyłem.-oznajmiłem-Dlaczego nie śpisz? Jest środek nocy.
-Nie mogę spać i zamiast kręcić się w pustym łóżku przyszłam posiedzieć tutaj. A ty? Dręczą cię koszmary?
-Żebyś wiedziała. Pani sędzia co noc mnie straszy. Nie mam nic do niej,ale to staje się denerwujące. Jej widok na sali sądowej powoduje u mnie odruchy wymiotne.-zażartowałem-Zrobię nam gorącego kako. To powinno pomóc na naszą bezsenność.
-Dziękuję, powiedziała Hana i położyła dłoń na mojej. Ja położyłem swoją drugą na jej ręce, która była chłodna. Spojrzeliśmy w sobie w oczy. Kilka sekund później wstałałem z kanapy i przygotowałem gorący napój.
***
#Hana
Niall całą noc spędził w szpitalu. Nie widziałam ukochanego od dobrych 36 godzin. Jechałam w stronę Copernicous'a. Nie mogłabym wyjechać nie żegnając się z Niall'em. Zaparkowałam auto na szpitalnym parkingu i weszłam do budynku. Poprosiłam pielęgniarkę o pomoc w zlokalizowaniu Horana. Kobieta wykonała telefon i kazała poczekać,aż Niall przyjdzie. Usiadłam sobie na krzesełku w poczekalni, która była prawie pusta.
-Hana? Co ty to robisz, w dodatku o tej porze?-usłyszałam charakterystyczny głos.
-Chciałam się pożegnać. Jadę w delegacje, wczoraj Kate dała mi znać. Myślałam, że wrócisz na noc. Nie mogłam wyjechać bez pożegnania.
-Zaskoczyłaś mnie...Na jak długo jedziesz i dokąd?-zapytał Niall
-Do Dublina,a kiedy wrócę to nie mam pojęcia. Wszystko zależy od tego jak szybko zealizujemy wspólnie z zespołem ten projekt.
Gdy skończyłam mówić bardzo mocno przytuliłam Niall'a. Poczułam zapach jego męskich perfum,które mieszały się z wonią szpitalnego farucha. Tak bardzo chciałbym zostać w domu, razem z Niall'em mimo tego,że kilka dni temu byłam zafascynowana perspektywą wyjazdu. Gdy oderwałam się od chłopaka on dwoma palcami chwycił mój podbrudek powodując,że nasze oczy były prawie ns tej samej wysokości. Widziałam w jego błękitnych oczach smutek.
-Będę tęsknił.- powiedział po czym dotknął swoimi ustami moich warg.
Całowaliśmy się stojąc na środku szpitalnego korytarza. Pielęgniarka,która siedziała za konsolą musiała wyrobić sobie o mnie złe zdanie. Wparowałam tutaj wczesnym rankiem, a teraz całuje się z lekarzem. Nie interesowało mnie to,bo przecież ani ja ani Niall nie mamy napisane na czole,że jesteśmy razem, a tym bardziej,że wkrótce mamy zamiar się pobrać. Nie chciałam przerywać tego ostatniego pocałunku,ale musiałam nabrać powietrza.
-Kocham cie.-powiedziałam po chwili.
-Uważaj na siebie i dzwoń w jak znajdziesz wolną chwilę.-odparł Niall.
-Dobrze.-oparłam i lekko się uśmiechnęłam.
Zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Drzwi rozsunęły się.
-Zaczekaj! -krzyknął Niall i podbiegł w moją stronę. Chłopak powtórzył pocałunek tylko tym razem był on bardziej zachłanny.
-Już tęsknię.-powiedział
#Dorothy
Przygotowywałam sobie śniadanie i pisałam sms'y z Louis'em w międzyczasie. Wlałam do garnka mleko po czym postawiłam je na kuchence. Usiadłam na taborecie czekając, aż mleko się zagotuje. Louis długo nieodpisywał na mojego ostatniego sms'a,zapewne poszedł wziąć prysznic zanim pójdzie do pracy. Gdy mleko zaczęło się unosić do góry zmniejszyłam gaz i wsypałam niewielką ilość drobnego makaronu i zaczęłam mieszać. W tym momencie ktoś wszedł do mieszkania. Domyśliłam się kto przyszedł po tym jak z głośnym hukiem torba walneła o podłogę.
-Niall wszystko w porządku?-zapytałam gdy pojawił się w kuchni.
-Nie. Mamy coś zimnego do picia?
-Jest woda.-powiedziałam i otworzyłam lodówkę aby sprawdzić czy nie ma zimnego soku.-Chcesz piwo?
-Daj. Chyba tego mi trzeba.-powiedział i chwycił puszkę, którą mu podałam. Sprawnie ją otworzył i napił się biorąc kilka łyków.
-Kochanie wyluzuj. To,że Hany nie bedzie kilka dni nie oznacza końca świata. -powiedziałam.
-Wiem. Jestem tylko zmęczony dyżurem. Cały dzień i noc ciężko pracowałem. Nie miałem czasu się zdrzemnąć,a kawę musiałem pić w pośpiechu.-odparł.-Dokończe piwo i idę walnąć się na kilka godzin.
-Może zjesz ze mną zupę mleczną?
-Nie,dzięki. Może jak wstane to się skusze.-powiedział Niall,po czym napił się piwa i poszedł w kierunku schodów, prowadzących na piętro.
Nalałam do miski moją zupę mleczną,którą postawiłam na blat wyspy. Usiadłam i zaczęłam jeść śniadanie. Po południu umówiłam się z Louisem na randkę. Powiedział, że zabierze mnie w niezwykłe miejsce.
#Louis
Po skończonej pracy pojechałem prosto do muffiniarni,aby odebrać moją księżniczkę. Gdy dotarłem na miejsce Doris już na mnie czekała. Po przywitaniu wyszliśmy razem zkawiarni trzymając się za ręce. Pomogłem dziewczynie zająć miejsce w moim sportowym aucie, trzymając jej drzwi. Odkąd jestem w związku z Patterson zmieniłem się. Traktuje ten związek bardzo poważnie. Wiem,że jeszcze daleko mi do zbudowania takiego związku w jakim są Niall i Hana i wiele przede mną żeby tak się stało. Póki co dobrze nam tak jak jest. Lubimy spędzać razem czas.
-Dokąd jedziemy? -zapytała dziewczyna gdy wjechaliśmy na główną drogę.
-Sama zobaczysz.-odparłem.
Podróż zajęła mi 30 minut,przez szybką jazdę,którą lubię. Gdy dotarliśmy na miejsce dziewczyna zamilkła.
-Dlaczego tu przyjechaliśmy?
-Nie zadawaj tyle pytań tylko wysiadaj.
Dorothy posłusznie odpięła pasy bezpieczeństwa i z moją pomocą wyszła z samochodu. Bez żadnych przeszkód dotarliśmy do celu.
-Tu nikogo nie ma.-powiedziała.
-Zgadza się. -przytaknąłem.
-Zaraz ktoś tu przyjdzie i nas stąd wygonią.
-Cały stadion jest nasz. Załatwiłem wszystko z ochroniarzem. Możemy robić wszystko co nam się tylko zachce.
-Wszystko? -zapytała Dorothy
-Tak.
-Naucz mnie strzelać gole.
-Okey,jeśli chcesz to przyniose ci moje buty,żeby było ci wygodniej. -powiedziałem.
-Nie trzeba. Tak będzie dobrze. -powiedziała z uroczym uśmiechem Doris.
-Nigdy bym nie sądził, że dziewczyna poprosi mnie o takie coś.
-Nie jestem jak one. Ja jestem inna.
-No dobra-klasnąłem w dłonie-Masz piłkę i stań tam.
#Dorothy
Minęło sporo czasu odkąd przebywałam na stadionie. Strzelić gola to nie takie łatwe zadanie. Zrezygnowałam z nauki,bo i tak zamiast się skupić to się śmiałam. Skończyło się na tym,że zaczęliśmy się wzajemnie gonić,a gdy Lou mnie złapał albo ja jego to całowaliśmy się. Leżeliśmy na boisku pokrytym sztuczną trwą. W głośnikach grała muzyka. Nadeszła pora na wiadomości. Nie zwracałam uwagi na to co mówił człowiek, ale to co powiedział kończąc serwis informacyjny mnie zainteresowało.
-Na drodze prowadzącej do promu doszło do wypadku. Trzy auta się zderzyły. Kilka osób jest rannych, jedna zginęła na miejscu. Karetki pogotowia transportują osoby uczestniczące w zdarzeniu do pobliskich szpitali. Droga w obie strony została zablokowana. Policja ustala szczegóły. Więcej informacji na ten temat powiemy za godzinę, w kolejnym serwisie.
W tym momencie zaczął dzwonić telefon. Doris odebrała połączenie.
-Hej....Nie nie kontaktowałam się z nią.... Spróbuj jeszcze raz zadzwonić....Dobrze.Jak odbierze to dam ci znać....Nie martw się.
-Kto to?-zapytał Louis
-Niall. Martwi się o Hane. Od rana próbuje z nią porozmawiać, ale bezskutecznie.
-To ty zadzwoń, może tobie się uda.
Dorothy wybrała numer przyjaciółki, ale próba rozmowy z nią nie przyniosła skutku.
-Boję się-powiedziała-Wracajmy.
-Pamiętasz? Ten wypadek...Jedną tych osób może być Hana...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Która para wam się lepiej podoba? Hana i Niall czy Doris i Louis.
Komentujcie kochani. To wielka motywacja dla mnie:) Miłej soboty. Do następnego @angelharry99
LEWANDOWSKI TO ZAKAZANE SŁOWO!
OdpowiedzUsuńNiall jest taki aww >>>>>>>
NIE MOGĘ WYBRAĆ JEDNEJ PARY!
OBY DWIE SĄ TAKIE CUTEEE
/pigivato
No to poświętowali haha Nie ładnie się tak zalewać
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Doris i Louisa jako parę
Fajny pomysł z tym całym stadionem dla nich
Chciałabym taką randkę na przykład na Bernabeu albo na Old Trafford
Co za optymiści z Dorothy i Louisa. Od razu, że to Hana. Świat nie kręci się w okół Brooks. Rozumiem, że mogli się zmartwić, ale żeby od razu myśleć, że to Hana....
Aww Louis i Dorothy <3 Chcę podwójny ślub! Proszę cię, żeby to nie była Han! To już by było zbyt straszne! Pisz szybko next, wenyy
OdpowiedzUsuń@katimilion