"Jesteś taki sam, jak dawniej"
#Hana
Postanowiłam więcej się ruszać, dlatego zapisałam się na siłownię. Nie mam zamiaru ćwiczyć tak jakbym przygotowywała się do maratonu, bo tu nie o to chodzi. Konsultowałam się z Noami, która biorąc pod uwagę zarówno mój stan zdrowia i dziecka, wyraziła zgodę na lekką gimnastykę. Ruch w moim stanie jest wskazany, więc będę z tego korzystać najdłużej jak się tylko da. Czuję się świetnie, energia wręcz mnie rozpiera.
Umówiłam się z przyjaciółkami na wypad do siłowni. W domu spakowałam do sportowej torby potrzebne rzeczy. Zadbałam również o zapas niegazowanej wody do picia. Zapakowaną torbę postawiłam w korytarzu, zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Ubrałam kurtkę, czapkę oraz szalik i rękawiczki, ponieważ obiecałam Niallowi,że będę o siebie dbać. Zanim wyszłam sprawdziłam,czy posiadam dokumenty oraz kluczyk od auta. Chwyciłam torbę w rękę i opuściłam dom. Przed blokiem spotkałam sąsiada.
-Hej.-przywitał się. -Co tam?
-W porządku. Szczęścia w nowym roku.-powiedziałam wrzucając sportową torbę ns tylne siedzenie samochodu.
-Dzięki, wzajemnie. Wybacz moją ciekawość, dokąd jedziesz?
-Spotykam się z przyjaciółkami, mam w sobie tyle energii, że chcę to wykorzystać. A ty, masz jakieś plany?
-Oprócz randki z dziewczyną, to chyba nie.-chłopak podrapał się po głowie.
-Czyli z zaręczyn nic nie wyszło? Przykro mi.
-Nie, po prostu uznałem, że to nie jest odpowiedni czas. Posiadanie rodziny to nie dla mnie,może za kilka lat. Na razie wolę poświęcić się pracy,zdobyć dobrze płatne stanowisko.
-Całkowicie cię rozumiem, większość z osób w naszym wieku tak robi. Gdyby moje życie nie potoczyło się tak jak się potoczyło,pewnie siedziałabym teraz za biurkiem, wertując papiery.
-Chyba masz za sobą ciężkie wspomnienia, które nieco popsuły twoje plany.
-Nie miło wspominam przeszłość, próbuje zapomnieć, ale czasem mam koszmary, gdzie to wszystko powraca...-moje oczy zrobiły się szklane- budze się,ale wciąż ją widzę, jak trzyma pistolet i celuje we mnie...
-Nie musisz kończyć, Hana.-powiedział Liam, wycierając zimną łzę, płynącą po moim policzku.-Przepraszam. Nie powinienem w ogóle zaczynać tego tematu. Możesz mnie uderzyć jeśli chcesz.
Na te słowa zaczęłam się śmiać. Lubię Liama, jest zabawny.
-Nie chcę cię bić, nie mogłeś wiedzieć przez co przeszłam. Nie mam do ciebie żalu.
-Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.-oznajmił.-Twoje przyjaciółki chyba już czekają.
-Ah, tak.-odparłam zamykając tylne drzwi.-Wpadnij kiedyś do mnie, wypijemy razem herbatę i porozmawiamy na spokojnie, bo jak narazie to wpadamy na siebie przed bokiem.
-Jeśli tylko znajdziesz odrobinę wolnego czasu,to chętnie przyjdę.
-No pewnie, odezwę się, chyba, że znów na siebie wpadniemy.-powiedziałam otwierając drzwi od auta.
***
Od 30 minut jestem z dziewczynami na siłowni. Zamiast trochę poćwiczyć to plotkujemy, śmiejąc się od czasu do czasu.
-Podoba mi się nasz wspólny wypad.-powiedziała Kate-Zacznijmy ten rok od postanowień noworocznych, niech lepsza kondycja będzie wspólną motywacją,
-Jasne, jestem za.-wysapała Isabel.-Mogę przychodzić na treningi nawet trzy razy w tygodniu.
-Dasz radę, wyrwać się z domu, mając na wychowaniu małe dziecko?
-Oczywiście, Jai się nim zajmie, w końcu jest jego ojcem i póki co nie narzeka, więc wykorzystam to, póki mogę.
-Ja będę ćwiczyć narazie przez miesiąc.-oznajmiłam.
-Chcesz się wycofać po jednym dniu?-zapytała Kate.
-Pewnie,że nie,ale nie wiem czy Noami pozwoli mi na wiecej. Wszystko zależy od niej, a poza tym, nie chcę żeby mojemu dziecku coś się stało.
-Rozumiem cię, masz moje wsparcie,Hana.-oznajmiła Dorothy.-Też jestem w ciąży.
-Super, gratuluję.-zeszłam z rowerka i przytuliłam przyjaciółkę.
-Baby time pojawił się w naszym gronie.-zauważyła Isabel -Przynajmniej będziemy mogły wymieniać się doświadczeniami, a póki co mogę udzielać wam porad.
-Zgoda.-powiedziałam niemal chórem razem z Doris, po czym zaczęłyśmy się śmiać.
-A co ze mną? Ja się dziecka nie spodziewam.-westchnęła Kate.
-Znajdziesz odpowiedniego faceta to i dziecko będzie.-odparłam.
-Nie, najpierw zdobędę dobrą posadę, muszę się ustawić zawodowo.
-Jesteś przecież dyrektorem działu, to chyba wystarczy. -zauważyła Patterson
-Ale to nie oznacza, że nie mogę osiągnąć czegoś więcej.Chce w życiu być kimś.
-Bycie matką też ma swoje plusy, dlatego się z tobą nie zgodzę.-wtrąciła Isabel. -Od dwóch lat siedzę w domu i nie żałuję tego,że wychowuje syna. Owszem mam za sobą mnóstwo nieprzespanych nocy, gorszych dni, bo pranie dzień w dzień, może stać się wkrótce wkurzające, ale za ta świadomość, że dziecko, które nosiłaś pod sercem wypowiada swoje pierwsze słowo "mama", sprawia, że czujesz coś czego nie da się opisać.
Wkrótce skończyłyśmy dyskusję na ten temat jak i również trening. Kate pojechała do pracy, dając mi wolne, a Isabel pobiegła do domu, żeby zmienić mojego brata w opiece nad synem.
Postanowiłam odwieźć Dorothy do muffiniarni, przy okazji kupując moją ulubioną muffinkę. Kiedy przekroczyłyśmy próg lokalu, przyjaciółka udała się na zaplecze, ja usiadłam na stołku, składając zamówienie. Niedługo później Dorothy wyszła ubrana w niebieski fartuszek, a włosy związała w koka. Dziewczyna podała mi zamówienie.
-Louis wie o twojej ciąży? -szepnęłam.
-Tak, nie spodziewał się, że tak szybko zostanie ojcem. Dla mnie to też jest szok i nie mogę się jeszcze do tego przyzwyczaić.
-Będzie dobrze.-złapałam przyjaciółkę za rękę.-Pójdziesz do ołtarza z brzuszkiem.
-Nie wiem co teraz zrobić z moją suknią ślubną. Jeśli teraz ją kupię to może okazać się za mała w dniu ślubu.
-Panie w salonie na pewno będą wiedziały, co zrobić w tej sytuacji. Uszyją ci wspaniałą sukienkę. Wybiorę się tam razem z tobą -uśmiechnęłam się.
-Ciąża jest dla mnie zaskoczeniem,kiedy spojrzałam na test myślałam, że to sen.
-To normalne, ale ciszę się, że będziemy miały dzieci w podobnym czasie.
-Ja też. Wiesz, chyba wezmę sobie muffinkę, tak ładnie wygląda.
Naszą rozmowę przerwał klient który pojawił się przy ladzie. Patterson podała mu złożone przez niego zamówienie. Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Wyjąłem z kieszeni kurtki komórkę i odczytałam wiadomość.
Caroline:Hej.Przyjedziesz po mnie na lotnisko? Jestem w Manchesterze :)
Ja: Będę za 30 minut, czekaj przy głównym wejściu.
-Muszę iść, siostra Nialla przyjechała, prosi żebym odebrała ją z lotniska.-powiedziałam odkładając telefon.
-Nic nie mówiłaś,że przyjedzie.
-Bo nie miałam o tym pojęcia, aż do teraz. -odparłam zakładając kurtkę oraz szalik.
-Uważaj na siebie.-przyjaciółka wyszła zza lady.
Przytuliłam się z nią na pożegnanie, umówiliśmy się, że zadzwonię wieczorem.
#Niall
Odebrałem telefon, dzwoniła Hana.
-Hej skarbie. Co tam?-zapytałem
-O to samo mogę spytać ciebie. Dlaczego nie powiedziałeś mi, że twoja siostra nas odwiedzi?
-Kurde...zapomniałem. To dziś jest wtorek?
-Tak kochanie.-odparła.
-Możesz się urwać z pracy i po nią pojechać? Bo ja nie bardzo mogę wyrwać się ze szpitala. Wiem jak to brzmi, najpierw zapominam ci powiedzieć, a teraz proszę cię o takie rzeczy.
-Jestem w drodze na lotnisko, Kate dała mi wolne, więc nie ma problemu. Zajmę się wszystkim, a ty pracuj i o nic się nie martw.
-Co ja bym bez ciebie zrobił?-zapytałem
-Nie wiem, muszę kończyć. Widzimy się wieczorem.-oznajmiła moja żona. Chwilę później usłyszałem dźwięk zakończonego połączenia.
-Widzę,że wciąż jesteś taki sam jak dawniej. -oznajmiła Becky.
Spotkałem ją na korytarzu, dziewczyna zaproponowała wspólną kawę, zgodziłem się, ponieważ zaczęła się moja przerwa na lunch. Właśnie siedzimy razem w bufecie.
-Wyleciało mi z głowy, po prostu. Ostatnio dużo pracuję, non stop mam dyżury.
-Zwolnij tempo, nie wyglądasz najlepiej.-powiedziała Becky patrząc mi prosto w oczy.
-Nie mogę, robię to dla mojej rodziny. Muszę mieć pieniądze na remont pokoju.
-Szybko się ożeniłeś, gdybym cię wcześniej nie znała to nie powiedziałabym,że ty to ten sam Niall co kiedyś.
-A ty masz kogoś?
-Tak, jest trochę starszy od nas, ale kocham go, prawie tak samo jak ciebie w liceum.-westchnęła.-Zawsze będę cię kochać, Niall.
-To fajnie, cieszę się,że jesteś szczęśliwa.-powiedziałem.-A dla jasności powtórzę jeszcze raz. Nie będziemy już razem, mam żonę. Możemy się przyjaźnić,tylko tyle.
-Rozumiem,ale gdyby coś nie wyszło to wiedz,że ja zawsze będę na ciebie czekać. Nawet za kilka lat moje słowa będą aktualne, pamiętaj o tym.
-Wątpię bym miał kiedykolwiek skorzystać z twojej propozycji, bardzo kocham Hanę i nasze dziecko, które się pojawi.
-No proszę, będziesz tatą. Gratuluję.-powiedziała.-Wiesz już czy to będzie chłopiec czy dziewczynka?
-Na to muszę jeszcze poczekać.-zerknąłem na ekran telefonu. -Muszę wracać do pracy, moja przerwa sie kończy.
-Kiedy znowu się spotkamy?
-Nie wiem, jestem teraz zajęty i mam swoje obowiązki. Musze zająć się rodziną.
Szczerze nie miałem pojęcia jak wybrnąć z tej sytuacji. Mam nadzieję, że Becky w końcu zrozumie,że to co nas łączyło jest przeszłością i nie będziemy razem. Lekko zdenerwowany wróciłem na oddział i zająłem się swoją pracą.
#Hana
Wieczorem przygotowałam kolację. Caroline wybrała sobie pokój na dole i po powrocie z zakupów poszła rozpakować swoje rzeczy. Wstawiałam wodę na herbatę, gdy usłyszałam kroki. Odwróciłam się,widząc siostrę mojego męża.
-Kolacja za chwilę będzie gotowa.-oznajmiłam
-Mogę ci jakoś pomóc?
-W zasadzie wszystko przygotowałam, ale możesz nakryć do stołu.
-Dobrze.-westchnęła Caroline.-W której szafce są talerze?
-Druga, po lewej .-powiedziałam wyjmując trzy kubki na herbatę. -Cieszę się,że ponownie nas odwiedziłaś.
-No właśnie, bo ja przyjechałam trochę na dłużej.-wyznała wlepiając wzrok w podłogę.
-Hej...-podeszłam do niej - Nie wstydź się mnie, nie gryzę. Będzie mi strasznie miło ciebie tutaj gościć.
-Nie będzie to dla was problem? Niall jeszcze nie wie o moich planach. Tak szczerze to jestem tutaj między innymi dlatego, że brakuje mi jego obecności.
-Wiesz, Niall ma teraz taki okres w szpitalu, że w domu rzadko bywa, a jeśli już jest to tylko wieczorami, bo całe dnie spędza w pracy.-przerwałam wypowiedź.-Powinien wrócić niebawem.
Dziewczyna rozłożyła talerze na wyspie kuchennej, a ja zaparzyłam herbatę, gdy woda zaczęła się gotować.Razem zjadłyśmy przygotowywany posiłek, a Nialla wciąż nie było. Martwiłam się trochę, ale pomyślałam,że w szpitalu coś go zatrzymało.
-Idę wziąć kąpiel.-oznajmiła Caroline
Kiwnęłam głową na znak zgody i poszłam na górę,do sypialni. Zapaliłam światło i podeszłam do okna,żeby zasłonić rolety. Za oknem pruszył śnieg, kątem oka dostrzegłam jedynie starszego pana, z psem. Odchodząc od okna, położyłam się na łożku. Ułożyłam odpowiednio poduszkę... Nie wiem kiedy zasnęłam.
#Niall
Włożyłem klucz w zamek otwierając drzwi. W mieszkaniu paliło się małe światło, z kuchni. Słyszałem jedynie szum wody, który niebawem ustał. Rozebrałem się i poszedłem w kierunku kuchni. Z lodówki wyjąłem sobie piwo i napiłem się otwierając je. Kilka minut później z łazienki wyszła Caro.
-Hej.-powiedziałem przytulając ją bardzo mocno.
-Potrzebowałam tego,kocham cię Niall.
-Ja też. -pocałowałem siostrę w czoło,wciąż tuląc.
Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Zawsze, kiedy Caroline miała doła przychodziła do mnie.
-Jestem już.-pogłaskałem ją.
-Mogę pomieszkać z wami przez jakiś czas? -zapytała przerywając uścisk.
-Pewnie,że tak. Fajnie, że przyjechałaś. Jadłaś coś?
-Hana zrobiła kolację i zajęła się mną. Podoba mi się tutaj, jest inaczej niż w Mullingar.
-To super, w weekend możemy iść na spacer to pokaże ci okolicę. -zaproponowałem.-Gdzie Hana?
-Chyba poszła do sypialni.-odparła siostra ziewając.
-Pójdę do niej, zaraz wrócę. Poszukaj czegoś w telewizji, obejrzymy razem.
Wchodząc po schodach dostrzegłem promień światła. Stanąłem w progu sypialni, zobaczyłem śpiąca żonę na łóżku. Poszedłem do niej siadając na brzegu łóżka. Ręce miała zimne, więc przykryłem ją kocem leżącym obok. Nie chciałem jej budzić choć było jeszcze wcześnie, więc zostawiłem ją pozwalając na sen. Zapaliłem tylko nocną lampkę, a wychodząc z pokoju zgasiłem duże światło.
W salonie czekała Caroline. Dziewczyna zapytała czy chcę coś zjeść, ale podziękowałem,bo nie byłem głodny.
-Jakiś maraton filmowy, jak za dawnych czasów?-podrapałem się po głowie.
-Tak,z chęcią.
-To robię pop-corn.
Wyjąłem z szuflady paczkę kukurydzy o smaku masła i wsadziłem do mikrofalówki na trzy minuty. Kilka minut później siedziałem na kanapie,a Caroline miała głowę ma moim torsie. Oglądaliśmy mecz piłki nożnej, jedząc pop-corn. Oboje lubimy oglądać razem mecze, to nasza wspólna pasja.
-A może napijesz się wina, albo piwa?-zapytałem w trakcie trwania pierszej połowy.
-Mogę wypić piwo, skoro proponujesz.
Siostra podniósła się, a ja poszedłem do lodówki skąd sięgnąłem puszkę piwa.
-Za nas. -powiedziała, a na jej twarzy pojawił się uśmiech, którego nie widziałem przed dłuższy czas. Na ogół Caro wcale się nie odzywała, była raczej smutna. Byłem szczęśliwy, że się uśmiecha. To moja jedyna siostra i kocham ją. Mam zamiar dopilnować,żeby nie cierpiała nigdy więcej przez żadnego człowieka, wystarczy,że mój ojciec to chuj.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Zaczełam ferie,więc możliwe, że nadchodzące rozdziały pojawią się szybciej niż zazwyczaj. W planach mam zakończenie tego fanfiction,ale nam już pomysł na nowe.
@angelharry99


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz