wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 28

"Ja mam żonę."
#Hana
Obudziłam się, nie widząc na początku co się stało. Przetarłam oczy, lecz po chwili zorientowałam się, że mam makijaż. Wzięłam do ręki komórkę, aby sprawdzić godzinę, wyświetlacz wskazał 22:13. Wspaniale, nie dość, że ucięłam sobie dwugodzinną drzemkę i nie będę mogła spać w nocy, to jeszcze obiecałam, że zadzwonię do Dorothy. Weszłam w ikonkę wiadomości, po czym wcisnęłam właściwy kontakt i zaczęłam pisać.

Ja: Bardzo cię przepraszam, obiecałam, że zadzwonię, ale po prostu przysnęłam. Wpadnę jutro do kawiarni, przed pracą :)

Nacisnęłam opcję 'wyślij', odkładając telefon na nocną szafkę. Wyskoczyłam z łóżka, kładąc czerwony koc na bok. Stanęłam przed lustrem, ujrzałam dokładnie ten sam efekt, którego się spodziewałam. Udałam się do łazienki, żeby zmyć makijaż. Po wykonaniu tej czynności zeszłam na dół. W salonie grał telewizor oraz paliła się lampka. Na kanapie siedział Niall, obejmując Caroline. Mąż dostrzegł moją obecność.

-Chodź śpiochu.-warknął wyciągając do mnie rękę. Usiadłam po lewej stronie Nialla, podkulając nogi ,a głowę oparłam na jego ramieniu.
-Która połowa?- zapytałam cicho, widząc na ekranie telewizora piłkarzy ganiających za piłką.
-Końcówka drugiej.-odparł obejmując mnie ramieniem.

Niall mimo tego, że znikał na całe dnie do szpitala i nie widzieliśmy się praktycznie w ciągu dnia, wieczorem starał mi się to wynagrodzić, nie szczędząc mi przy tym czułości. Mówił jaka jestem piękna jak i o tym, że mnie kocha. Cieszyłam się z tego, bo wiedziałam, że któregoś dnia będę gruba i mogę mu się nie podobać, choć Horan wykluczył to już na samym początku, gdy okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Mecz skończył się jakieś 15 minut później, wygraną kibicowanej przez rodzeństwo drużynie. Ja tak na prawdę nie wiedziałam, kto jest naszym przeciwnikiem, po prostu ten mecz oglądałam, bez skupienia.

-To co, idziemy spać?-tym razem głos zabrała Caroline.
-Ja na pewno szybko nie zasnę, jestem wyspana.
-Dla mnie to obojętne, jest was dwie, a ja jeden. Dostosuje się do moich dziewczyn.-oznajmił Niall całując nas w czubek głowy.

Nie ukrywam, to było urocze. Niall jest wspaniałym mężem jak i bratem.

-Położę się do łóżka, zmęczona jestem.-ziewnęła Caro.
-Idź, idź. Wyśpij się.-rzekł Horan.
-Dobranoc Caroline. Gdybyś czegoś potrzebowała to pytaj. -powiedziałam.
-Dzięki, będę o tym pamiętać.-odparła po czym udała się do swojego tymczasowego królestwa.
-A my, do sypialni?-chłopak puścił oczko.
-Uhm. -wyłączyłam telewizor i wstałam z kanapy.

Chłopak posprzątał puszki po piwie, wyrzucając je do kosza, a miskę po pop-cor'nie włożył do zmywarki. Razem poszliśmy na górę, gasząc światło.

#Niall
Hana poszła wziąć prysznic. Ja w tym czasie postanowiłem rozścielić nasze sypialniane łóżko. Nagle dostałem sms' a, odczytałem go.

Nieznany: Spotkajmy się, proszę. B

Po przeczytaniu wiadomości nie wiedziałem, co robić. Becky wciąż nalega na spotkanie, ale jeśli się nie zgodzę to nie odpuści. Długo nie wiedziałem, co powinienem odpisać.

Ja: Dobrze, zgadzam się, ale tylko RAZ.

Odpowiedź przyszła kilka sekund później .

Becky: Widzę, że jeszcze nie śpisz :) Super, na pewno nie pożałujesz. To co, może jutro?

Ja: W porządku. O 17:00, w 'Imbirze'.

Becky: Będę punktualnie :)

-Z kim piszesz?-zapytała nagle Hana.

Szybko się odwróciłem, chowając telefon. Nie chciałem jej mówić o Becky, bo za nią nie przepada, dlatego mam zamiar ukryć przed ukochaną tą sprawę. W dodatku jest w ciąży i nie powinna się denerwować.

-Z Luke'iem.-palnąłem szybko.
-O tej porze? Jest bardzo późno.-zauważyła.
-Wiem, chłopak jest po prostu w gorącej wodzie kąpany.-powiedziałem-Chodźmy spać.

Żona zajęła swoją lewą stronę łóżka a ja drugą. Zgasiłem światło,wtulając się w Han.

-Wszystko w porządku?-szepnęła głaskając mnie po głowie.
-Tak, po prostu chcę być blisko ciebie i naszego maleństwa.
-Jejku, to miłe.-oznajmiła-Aż się boję, co będzie później-zaśmiała się.
-Tęsknię za wami, ciągle jestem w pracy.-mruknąłem mając zamknięte oczy.
-Śpij już, głuptasie.

Nie odpowiedziałem nic więcej. Dotyk żony, która głaskała moją głowę sprawił, że w krótkim czasie zasnąłem.

#Hana
Zaparkowałam auto przed muffiniarnią. Było bardzo wcześnie, więc kawiarnia nie została jeszcze. Weszłam do środka, Dorothy wycierała stoliki.

-Hej. -przywitałam się, rozbierając się. -Pomóc ci?
-Nie trzeba, skończyłam wcześniej, więc mamy czas na pogaduchy, zanim otworzę.-odparła-Chcesz coś do picia? Muffinki będą w południe.
-Może herbatę z cytryną.-westchnęłam siadając przy stoliku.
-Już się robi. Jak tam Caroline?
-Próbuje się z nią dogadać, ale chyba nie potrafię. Jest trochę nieśmiała, jakby się mnie bała. Niall uprzedzał mnie o tym.
-Dziewczyna ma uraz z przeszłości, musi na nowo zacząć ufać ludziom.-powiedziała-Pomieszka z wami trochę, poznacie się lepiej.
-Nie wiem jak określić naszą relację, ze mną jest inna, gdy w pobliżu jest Niall jest inaczej.
-Niall to jej brat, przy nim czuje się bezpiecznie, ufa mu. Wkrótce, tobie też zaufa.
-Mam taką nadzieję, chciałabym, żeby nie czuła się taka samotna przebywając tutaj.
-Może znajdź jej jakieś zajęcie? Podpytaj czym się interesuje, co lubi robić...
-Pomyśle nad tym.

Dorothy podała mi zamówioną przeze mnie herbatę, wypiłam ją rozmawiając z przyjaciółką. Umówiłyśmy się po południu na wspólne zakupy, obie doszłyśmy do wniosku, że przydadzą nam się nowe ciuchy, a zwłaszcza mnie, bo nie mam w mojej szafie rzeczy, w które się mieszczę.

#Harry
Wróciłem do kancelarii tuż po pierwszej tego dnia rozprawie w sądzie. Byłem obrońcą lekkoatletki, wygrałem tą sprawę, lecz wychodząc z sądu dowiedziałem się, że o nowych okolicznościach i razem z tą kobietą wniesiemy nowy pozew.

Sekretarka oznajmiła mi,że Mark ma do mnie sprawę. Ruszyłem prosto do gabinetu, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Wszedłem do środka, wcześniej pukając.

-Wzywałeś mnie, więc jestem.-powiedziałem siadając na krześle, a torbę z dokumentami położyłem na podłodze.
-Wiem, że nie będzie to przyjemna rozmowa, ale jesteś przyjacielem Hany i uważam, że powinieneś o tym wiedzieć.-powiedział mój przełożony.
-Przejdź do rzeczy, zamiast owijać w bawełnę.
-Chodzi o to, że Jennifer wkrótce opuści zakład psychiatrycznym.
-Chyba nie mówisz tego poważnie?-zapytałem nie kryjąc zaskoczenia.
-Jak najbardziej poważnie.
-Cholera, jak do tego doszło?!- wstałem i podszedłem do okna.-Miała tam siedzieć cały czas! Wiesz co teraz będzie? Wszystko się rozsypie, Hana się załamanie, będzie się bała wyjść z domu!-krzyczałem cały czas.
-Dlatego musisz ją na to przygotować.-oznajmił Mark.
-Jak? To nierealne, Jennifer jest chora i nie da się żyć normalnie wiedząc, że taki ktoś jak ona chodzi po ulicy. Psychiatryk jest jedynym miejscem, gdzie powinna przebywać. Teraz to nawet ja nie czuję się bezpiecznie.
-Rozmawiałem z jej adwokatem, który powiedział, że tamtejsi lekarze nie widzą dalszej potrzeby leczenia jej w ośrodku.
-Nie można jakoś na nich wpłynąć? Powstrzymać ich?
-Nie, Harry. Pytałem, to nic nie da. Hill jest na tyle sprawna, że może zacząć samodzielne życie. Musi tylko codziennie brać leki.
-A jeśli nie będzie ich brała i za jakiś czas jej odbije i znów coś sobie ubzdura?
-Z tego co wiem to będzie mieszkać z matką, mam nadzieję, że ona się tym zajmie.-rzekł Mark.-Dla mnie to również nie jest łatwa sytuacja, rozumiem twoje obawy.
-Nic nie możesz wiedzieć, ciebie wtedy nie było, musieliśmy radzić sobie sami, uczestnicząc w tym wszystkim.-powiedziałem.-Mogę iść do domu? Nie czuję się najlepiej.
-Spodziewałem się tego. Okey, idź.
-Dziękuję, Mark.
-Nie masz za co. Do jutra.

Opuściłem gabinet szefa, sekretarce powiedziałem, żeby odwołała wszystkie spotkania, przekładając na inny termin. To czego dowiedziałem się od Marka wstrząsnęło mną. Mimo, że było to dla mnie trudne, musiałem powiedzieć o wszystkim Hanie i to jak najszybciej dlatego z kancelarii pojechałem prosto do jej domu.
***
Zapukałem do drzwi, byłem zdenerwowany.

-Harry?-usłyszałem znajomy głos, należał do Caroline.
-Caroline?-odpowiedziałem zaskoczony.
-Co tu robisz?-zapytała.
-Przyszedłem do Hany, mam do niej sprawę.
-Przykro mi,Han nie ma.-powiedziała.
-Szkoda, przyjdę innym razem.
-Wejdź, zapraszam.

Przyjąłem zaproszenie Caro. Wszedłem do środka, dziewczyna zaproponowała kawę. Rozebrałem się, wieszając płaszcz na wieszaku.

-Kawa jest w szafce nad zlewem, u góry.-powiedziałem widząc jak dziewczyna się męczy, przeszukując meble.
-Faktycznie.-rzekła otwierając wskazaną szafkę.-Skąd wiedziałeś?
-Mieszkałem tutaj przez jakiś czas.
-Na prawdę?
-Tak.
-Dlaczego teraz tu nie mieszkasz?-zapytała zalewając kawę.
-Uznałem, że skoro Hana i Niall są małżeństwem to przyda im się więcej prywatności. Sam odszedłem, nie wygonili mnie.
-Uhm. No tak, masz rację. To teraz gdzie mieszkasz?
-Wróciłem do rodzinnego domu.
-Przepraszam, że o to zapytam, ale nie wolałeś czegoś wynająć, niż mieszkać znowu z rodzicami.
-Mieszkam tylko z mamą i siostrą, a ojca nigdy nie poznałem.-oznajmiłem.
-Przykro mi. Mamy ze sobą trochę wspólnego. O sobie też mogę powiedzieć, że wychowałam się bez ojca. Zostawił nas ,gdy miałam 4 lata.

#Niall
Wyszedłem z pracy pół godziny przed spotkaniem z Becky. Źle się z tym czułem, że okłamałem żonę. Tłumaczyłem sobie to tym, że robię to tylko i wyłącznie dla jej dobra. Nie chciałem by Han niepotrzebnie sie denerwowała. Miałem zamiar wbić Becky porządnie do głowy, żeby zapomniała o mnie. Punktualnie o 17:00 wszedłem do kawiarni. Od razu znalazłem ją w tłumnie ludzi. Przywitałem się z nią a następnie zająłem miejsce na przeciwko. Wkrótce kelner podał nam Menu. Nie czułem się dobrze w towarzystwie młodego chłopaka. W środku miałem wrażenie jakbym został przyłapany na zdradzie. Długo nie mogliśmy się zdecydować, co zamówić, więc przystaliśmy na propozycję kelnera. Ruda zamówiła również wino, lecz odmówiłem tłumacząc się ,że będę prowadził auto. Dziewczyna zauważyła to, bo przecież można prowadzić w anglii samochód, mając odrobinę alkoholu we krwi. Na poczekaniu wymyśliłem nowe kłamstwo, tym razem oszukując Becky, ale nie miało to większego znaczenia. Wmówiłem jej, że Hana od kilku dni źle się czuje i w każdej chwili może zajść potrzeba udania się do szpitala. Kwadrans później kelner przyniósł nam nasze dania, przerywając tym samym naszą, jak na razie spokojną rozmowę.

-Becky...-zacząłem, lecz nie widziałem jak potoczyć rozmowę.
-Hmm....Nie smakuje ci?-spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Jedzenie jest w porządku, tylko musimy porozmawiać, a raczej coś wyjaśnić.
-Denerwujesz się? Niall, weź wyluzuj.-powiedziała z uśmiechem.
-Chodzi o to,że to miejsce...to wszystko wygląda tak jakbyśmy byli na randce...ty masz sukienkę....
-Cii, nic takiego złego się nie dzieje.

-Kurwa Becky...ja tak nie mogę, czuję, że to nie w porządku. Ja mam żonę.
-Jemy tylko kolację, nie robimy nic złego.
-Wiesz, Becky,ja wracam do domu.-powiedziałem-To nie ma sensu, nie powinniśmy się spotykać, pisać ze sobą, umawiać się. Zapomnij o mnie wreszcie, nic między nami nigdy nie będzie. To co łączyło nas w liceum, jest przeszłością, zamkniętym rozdziałem i ja nie chcę do tego wracać. To, że trafiliśmy na siebie w szpitalu to czysty przepadek. Pomogłem ci i na tym nasza znajomość powinna była się skończyć.
- Niall...-Becky złapała mnie za rękę-Zostań.

Wytrwałem się White wstając od stołu. Chwyciłem kurtkę, która wisiała na oparciu krzesła. Nagle podszedł do nas kelner.

-Podać państwu deser?-spytał.

Człowieku nie widzisz co się dzieje? Chcę stąd wyjść jak najszybciej.

-Tak.-odezwała się Becky.
-Nie proszę pana, właśnie skończyliśmy rozmowę.-powiedziałem pewnym, nieco wkurzonym głosem.-Poproszę rachunek.

Młody chłopak odszedł, więc zostałem z rudą sam na sam.

-Nie wygłupiaj się, usiądź.-rzekła. -Wszyscy się na nas patrzą.

-No i dobrze, niech widzą.-byłem wkurzony.
-Nie zdążyliśmy nawet porozmawiać.
-Powiedziałem wszystko to co chciałem, abyś usłyszała. Nic między nami nie będzie, zapomnij o mnie,okey?-oznajmiłem twardo.-I skasuj mój numer, a jeżeli tego nie zrobisz i będziesz wydzwaniać czy pisać wiadomości, to zmienię numer.
-Nie zrobisz tego.-powiedziała wstając.

Ledwo Becky zdążyła się wyprostować, a upadła na krzesło, łapiąc się za skroń.

-Becky, wszystko w porządku?-zapytałem kucając przy niej.
-Zakręciło mi się w głowie, zaraz minie.-szepnęła.
-Może chcesz się napić wody?-zaproponowałem
-To nie będzie konieczne.-westchnęła.-Mógłbyś odwieźć mnie do domu?

Zgodziłem się, nie mogłem zostawić jej w tym stanie. Jeszcze by Becky się coś stało. Kiedy kelner wrócił, zapłaciłem należytą sumę pieniędzy i razem z White opuściliśmy restaurację.
***
#Hana
Ciążowe zakupy razem z Dorothy, okazały się strzałem w dziesiątkę. Kupiłam kilka nowych ubrań, dzięki czemu nie muszę już martwić się, czy zmieszczę się w wybrane spodnie. Oprócz tego kupiłam pierwsze śpioszki dla dziecka w rozmiarze 56 centymetrów. Nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie kupić, są takie słodkie i bardzo malutkie. Będą idealne zarówno dla chłopca i dziewczynki.

Wyszłyśmy z galerii trzymając w ręku po kilka kolorowych siatek. Gdy schowałyśmy nasze zakupy, wsiadłyśmy do samochodu. Powiedziałam przyjaciółce, że odwiozę ją do domu.

Będąc w drodze do mojego mieszkania zatrzymałam się po raz kolejny na skrzyżowaniu mając czerwone światło. W pewnym momencie spojrzałam w prawą stronę, by sprawdzić, czy mogę już ruszać. Nagle zwróciłam uwagę na dwie całujące się na ulicy osoby, młoda, ładna kobieta w krótkiej mini i chłopak, który stał bokiem do mnie. Rozpoznałam w nim...mojego męża.

 Momentalnie łzy napłynęły mi do oczu. Sekundę później musiałam ruszyć z miejsca, bo kierowcy stojący za mną zaczęli na mnie trąbić. Z trudem prowadziłam samochód, bo przez łzy ledwo co widziałam. To cud, że nie spowodowałam wypadku samochodowego. Nie mogłam uwierzyć w co dosłownie kilka minut temu zobaczyłam. Niall od jakiegoś czasu mnie okłamywał. Mówił, że ma dużo pracy w szpitalu, a tymczasem co? Wydał się w romans ze swoją byłą. Serce, tak mi mocno biło,  że miałam wrażenie, że mi zaraz wyskoczy z piersi. Nie wiem jak znalazłam się pod domem. Zapłakana wysiadłam z auta. Nie wyciągnęłam nawet zakupów tylko zadzwoniłam po taksówkę. Mając 10 minut do przyjazdu kierowcy poszłam do domu. Rzuciłam klucze od auta oraz domu na komodę i bez słowa udałam się do sypialni, tam zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Wyciągnęłam z szafy niewielką walizkę i zaczęłam do niej wkładać własne rzeczy. Do pokoju wparował Harry, pytał co się stało, ale nie potrafiłam mu powiedzieć. Dusiłam się własnymi łzami. Odepchnęłam przyjaciela, który chciał mnie przytulić. Szybko zapięłam torbę i podniosłam się biorąc do ręki bagaż. Wyszłam z pokoju unikając upadku. Po schodach też zeszłam bezpiecznie.

-N-nie było mnie tu, n-nie wiecie, gdzie j-jestem.-wydusiłam przez łzy.

Wyszłam z domu, na dwór. Taksówka już czekała pod blokiem. Wsiadłam do niej, mówiąc kierowcy, żeby odjechał stąd jak najszybciej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Tyle się dzieje w tym rozdziale...Drama time rozpoczęta. Uda się uratować ten związek, czy może to koniec małżeństwa Horan?
KOMENTUJCIE! Dzielcie się ze mną swoją opinią. Kolejny rozdział w czwartek:) Do napisania :)
Hasztag na tt #BigLoveNiallFF
@angelharry99

1 komentarz:

  1. Wow. Świetny rozdział, ciekawy obrót spraw. Miałam wielką nadzieję, że Han ich nakryje.. Yayy udało się xD Jen wychodzi, Niall ją "zdradza".. no pięknie..
    @katimilion

    OdpowiedzUsuń