piątek, 26 lutego 2016

Rozdział 33

"Swoją drogą ślicznie wyglądasz w ciąży."
#Niall
Pogrzeb Jennifer udało się załatwić na czwartek. Jej śmierć pozwoliła nam odetchnąć z ulgą, gdyż wraz z nią odeszło całe niebezpieczeństwo. Teraz mogę spać spokojnie, bo wiem, że nic złego nie czeka za rogiem. Mogę całkiem zapomnieć o przeszłości, choć nigdy do końca się jej nie pozbędę, zawsze gdzieś w mojej głowie będą wspomnienia z tego czerwcowego dnia...

Hana przeżywa śmierć Hil, nie płacze, tylko leży i patrzy się w jeden punkt. Jenny była jednak jej przyjaciółką, zanim stała się wrogiem. Staram się jak mogę, żeby pomóc Hanie przejść przez żałobę. Zastanawiam się nawet nad wznowieniem wizyt u psychologa, które mogłaby pomóc jej uporać się z tym.

Przygotowałem śniadanie, które zrobiłem dla żony, ułożyłem jeszcze gorące tosty na talerzu, a potem postawiłem to wszystko na tacę obok szklanki soku pomarańczowego. Biorąc ostrożnie śniadanie udałem się do sypialni. Kopniakiem otworzyłem drzwi, ukochana już nie spała.

-Dzień dobry. -usiadłem obok ,na brzegu łóżka. -Przyniosłem ci śniadanie.
-Jesteś kochany. -powiedziała. -Dziękuję.
-Nie wiedziałem na co masz ochotę, więc zrobiłem tosty.Ale mogę przygotować coś innego jeśli nie chcesz.
-Nie ma takiej potrzeby, zjem to, co przyniosłeś. A ty jadłeś?
-Jeszcze nie. -przyznałem.
-W takim razie możesz mi pomóc. Sama nie dam rady zjeść wszystkiego, nawet za dwoje.-Hana wzięła tosta do ręki.-Przepraszam, Niall.
-Nie masz za co przepraszać kochanie.
-Mam, jestem okropną żoną. Wcale się tobą nie zajmuję, ale poprawię się.
-Nic takiego nie powiedziałem. Wiem, że potrzebujesz poukładać sobie wszystko na spokojnie.
-Dwa dni w zupełności wystarczyły. -przyznała jedząc. -Wiesz, może tak miało być, tam będzie jej lepiej. Tutaj by się tylko męczyła, zadręczała, a przede wszystkim rozpamiętywała.-dziewczyna spojrzała prosto w moje oczy.-Jennifer już wtedy, kiedy po raz pierwszy się z nią zobaczyłam, powiedziała, że prędzej, czy później się zabije.
-Musiała planować to od jakiegoś czasu. -pomyślałem głośno.
-Na pewno.-zgodziła się ze mną żona. -Teraz nie pozostało nam nic innego, jak pożegnać ją w przyzwoity sposób.
-Oczywiście. -przytaknąłem.-Smacznego.
-Smacznego. -powiedziała z pełną buzią, na której pojawił się lekki uśmiech.

#Hana
Wzięłam się za porządki, w mieszkaniu. Nie było mnie tutaj ponad tydzień, ale musiałam posprzątać, aby było "po mojemu". Caroline zaoferowała swoją pomoc, którą bez wahania przyjęłam. Sprzątałyśmy razem słuchając przy tym muzyki, wydobywającej się z jakiejś stacji radiowej. Z siostrą Nialla mam o wiele lepszy kontakt niż na samym początku. Dziewczyna już się mnie nie wstydzi, sądzę, że zdobyła moje zaufanie, a w dodatku częściej się uśmiecha.

-Masz jakieś plany na popołudnie? -zapytałam, wyjmując czyste naczynia ze zmywarki.
-Raczej to co zazwyczaj, czyli zamknę się w pokoju i będę czytać książkę. -odparła.
-Poznałaś choć trochę miasto?
-Tak, Harry mi pokazał co nie co. Podoba mi się tutaj. Manchester to nie to samo, co Mullingar.
-Chyba złapałaś z Harry'm dobry kontakt. Słyszałam od Nialla,że został z tobą podczas naszego wyjazdu.
-Tak, Harry to mój jedyny znajomy tutaj. Oprócz was i Harry'ego nie znam tak naprawdę nikogo.
-Na pewno poznasz nowych znajomych, tylko musisz częściej wychodzić z domu. -powiedziałam. -Jeśli masz ochotę spędzić ze mną popołudnie to zapraszam cię na wspólne zakupy.
-Pewnie, że tak. Uwielbiam shopping.
-W przeciwieństwie do mnie. -skrzywiłam się.

-Dlaczego? -zapytała wkładając mopa do wiaderka z wodą.
-Nie lubię chodzić po centrum handlowym bez celu, dlatego idę tam tylko wtedy, gdy mam potrzebę.
-Ja mogę spędzić cały dzień w galerii, zawsze coś kupię.
-To super, znajdziesz mi coś na pogrzeb.
-Zadanie przyjęte. -Caroline się uśmiechnęła.

Dokończyłyśmy sprzątanie. Potem zabrałam się za przygotowanie obiadu dla mojego głodomorka, wiedziałam, że Niall nawet jeśli nie będzie głodny to i tak z chęcią zje. Po chwili zastanowienia, co by przygotować na obiad, postawiłam na kurczaka. Przyprawiłam mięso, a potem włożyłam je do lodówki.
***
Byłam z Caroline w galerii już od godziny. Przez ten czas odwiedziłyśmy kilka sklepów odzieżowych, odłożyłyśmy nawet sukienkę w jednym z nich. Nagle zauważyłam, że ktoś do nas macha. Rozpoznałam Isabel trzymającą za rękę Nicka.

-Hej dziewczyny.-pierwsza przywitała się Isabel.
-Hej.
-Cześć. -odparła.
-Jesteś sama, czy z moim bratem?
-Z obstawą, której właśnie szukam. Zgubiliśmy się.
-Nie prościej będzie, jeśli zadzwonisz do niego? -wtrąciła Caroline. -Życie jest wtedy znacznie łatwiejsze.
-Problem w tym, że mój mąż zapomina zabrać komórki, jak mamy razem wyjść.
-To cały Jai. -dodałam.
-Znajdziecie się. -westchnęła Caroline. -Masz ślicznego syna. Przypomnij, jak ma na imię?
-Nick.
-Słodziak z niego, naprawdę.
-Chyba jak śpi, ale to zupełnie inna historia. A ty jak się czujesz? -tym razem Isabel zapytała się mnie.
-Jakoś się trzymam, jutro jest pogrzeb.
-Przykro mi. -bratowa przytuliła mnie. -Teraz już będzie tylko lepiej, zobaczysz.
-Jestem tego samego zdania. Dobrze, że pewien rozdział w życiu się skończył.-powiedziałam.
-Masz rację. Nick, widzisz gdzieś swojego tatę? -Isabel zapytała retorycznie.
-Chodźcie, napijemy się kawy.-zaproponowała Caro.-Co będziemy tak stać na środku drogi.

Obie z Isabel przyznałyśmy siostrze Nialla rację. Poszłyśmy do małej kawiarni. Dziewczyny zamówiły sobie po kawie, a ja wzięłam lody, Nick dostał swojego banana. Siedziałyśmy przy niewielkim stoliku, ja zajęłam miejsce na skórzanym siedzeniu, obok mnie siedział też bratanek, a dziewczyny znajdowały się na przeciw, tylko, że na krzesłach. Siedziałam w pozycji pół leżącej, trzymając jedną rękę na brzuchu.

-Czemu nic nie mówisz? -zapytała Isabel. -Źle się czujesz?
-Kręgosłup mnie trochę boli, ale to zaraz mi przejdzie.
-Na pewno?
-Tak, nie macie się czym martwić. -zapewniłam je.
-Swoją drogą ślicznie wyglądasz w ciąży. -przyznała Caroline.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się.
-Który to tydzień? -Isabel zabrała głos.
-Osiemnasty.-powiedziałam po chwili zastanowienia.
-Poczułaś już pierwsze ruchy dziecka?
-Jeszcze nie. -odpowiedziałam, analizując pytanie.-A powinnam?
-Możesz już coś tam czuć, ale spokojnie, na wszystko przyjdzie czas.-Brooks upiła łyk kawy.-Ja na przykład poczułam dopiero w 22 tygodniu.
-A może Hana poczuła już coś, tylko nie ma o tym pojęcia?
-To się wie od razu. -zapewniła Isabel.
-Okey, nie byłam w ciąży to nie wiem, nie wtrącam się.
-Nawet mnie nie straszcie. -powiedziałam.
-Mówiłam ci już, wyluzuj kochana. Pewnie to dziewczynka, więc jest grzeczna i chce oszczędzić tego mamusi, tak długo, jak będzie mogła.
-Tak, na pewno. -zgodziłam się.
-No nareszcie! -rozległ się znajomy głos Jaia.-Szukam was po całym centrum, a wy co? Babskie spotkanie sobie urządzacie?
-No nie do końca.-od razu zaprotestowała Caroline.
-Cześć Han. -Jai posadził Nicka na kolana i usiadł koło mnie. -Jak tam?
-W porządku.-powiedziałam siadając już prosto. -Masz ochotę na lody? Bo ja już nie mam, gdzie zmieścić.
-Daj to. Dokończę za ciebie, tak samo, jak dobrych kilka lat temu.
-Gdzie się tak włóczysz drogi mężu? -Brooks chciała zabrzmieć poważnie, ale coś jej nie wyszło. -Pewnie byłeś u jakieś panny.
-Absolutnie nie. Szukałem was, jak głupi krążę z tym wózkiem od dobrych trzydziestu minut.-westchnął Jai.
-To wy sobie tu pogadajcie, a my będziemy się zbierać. -oznajmiłam.
-Jak to?
-Późno się zrobiło, trzeba wracać do domu i gotować obiad, dla męża, który wróci z pracy.
-A co z ubiorem na jutro? -odezwała się Caroline.
-Wezmę tą sukienkę, którą odłożyłaś.

***
Przygotowywałam się do wyjścia, od samego rana, począwszy od umycia głowy, bo wczoraj mi się nie chciało.

-Niall, wstawaj! -rozkazałam pozbywając go ciepłej kołdry.
-Jeszcze pięć minut, zlituj się.
-Jak się spóźnimy to będzie tylko i wyłącznie twoja wina.
-Która jest godzina? -mruknął.
-09:18. -odparłam spoglądając na budzik.
-Dwie minuty i wstaje.
-Będę na dole.

W salonie natomiast zastałam Caroline, prasującą koszulę Nialla.

-Ja to miałam zrobić. -zauważyłam.
-Wiem, ale postanowiłam cię odciążyć. Jesteś w ciąży, oszczędzaj się. -powiedziała.-Herbatę też już zrobiłam, wystarczy, że sobie wlejesz do kubka.
-Jesteś kochana. Dzięki.
-Mogę zostać waszą pomocą domową, jeśli nie macie nic przeciwko.
-Bez przesady, jesteśmy rodziną. Nie będę cię wykorzystywać do pracy w domu.-powiedziałam. -Niall, wstawaj! -krzyknęłam.-Nie mam na niego siły. Idę do łazienki, przygotować się.

***
Wyszłam ubrana w czarną sukienkę, do kolan. Na nogach miałam tego samego koloru rajstopy. Pomalowałam tylko rzęsy i przypudrowałam twarz. Włosy natomiast zostawiłam rozpuszczone.

-Jak wyglądam?
-Jak zawsze cudownie. -odpowiedział Niall ubrany już czarne spodnie i koszulę.
-Oboje dobrze wyglądacie.-przytaknęła. -Harry pisał, że będzie za pół godziny.
-A Louis, odzywał się?
-Nie, ale myślę, że razem z Dorothy będą punktualnie. -powiedział Niall.

***
Całą piątką ruszyliśmy do Holmes Chapel. Niall kierował samochodem, obok niego siedział Louis, a ja razem z Dorothy i Harry'm zajęłam tyły. Jechaliśmy rozmawiając o różnych rzeczach. Przyjaciółka podobnie, jak ja miała czarną sukienkę, tylko włosy spięte w wysokiego kucyka. Harry ubrany był w garnitur.

-Odwaliłeś się. -przyznała Dorothy ilustrując przyjaciela. -Pomyślą, że jesteś kimś ważnym.
-A nie jestem? -odparł natychmiast.
-Ależ oczywiście, tak tylko mówię.
-Najchętniej to wcale bym tam nie jechał, ale robię to tylko i wyłącznie dla ciebie, Hana.
-Dziękuję Harry, naprawdę.
-Daleko jeszcze? -zapytała Doris.
-Za chwilę będziemy. -oznajmił Niall.
-Chcę mieć to już za sobą. -westchnęłam.
-Jesteśmy z tobą.
-W każdej chwili będziemy mogli wyjść. -zauważył Louis.
-Hana, a może powinniśmy przełożyć ślub?
-Nie, nie ma mowy. Jennifer była tylko moją przyjaciółką. Co innego, gdyby był to ktoś bliski, ale jest spoko.
-W porządku.

Reszta drogi minęła w całkowitej ciszy.

#Niall
Zaparkowałem auto na parkingu przed miejscem ceremonii pogrzebowej. Złączyłem moją i Hany dłoń i udaliśmy się wszyscy w stronę wejścia. Trumna z ciałem Jennifer była już w kościele. Zajęliśmy miejsce w jednej z ostatnich ławek, lecz niedługo Han ruszyła by pożegnać się z Hill.

-Po co ona tam idzie? -szepnął Harry. -Po tym co przeszła dziwię się, że w ogóle tu jest.
-Harry, zachowaj to dla siebie. -warknęła Patterson.-Przed tym wszystkim one się przyjaźniły.
-Nam może wydawać się to głupie, ale tak było.
-A Zayn będzie? -zapytał Louis.
-Wątpię. -spojrzałem na ukochaną w oddali, która była przy trumnie. Podziwiałem ją za to, jaka jest silna.
-W sumie nie ma po co tu być. -odezwał się Styles. -Dobrze zrobił, popieram go.

Niedługo później Hana wróciła do ławki. Siedziała obok mnie i Dorothy. Miała ślady po łzach, nie dziwiłem jej się, miała do tego prawo. Ponownie chwyciłem jej zimną dłoń.
***
Ceremonia szybko dobiegła końca. Razem z reszta rodziny staliśmy teraz na cmentarzu i czekaliśmy na moment, by złożyć kwiaty na grobie Hill. Na dworze świeciło słońce, więc Hana miała okulary.

-Wracajmy. -oznajmiła nagłe Hana. - Nie chcę na to patrzeć.
-Jesteś pewna?
-Tak, Niall.

Zrobiliśmy tak, jak chciała Hana. Zostawiłem tylko mamie Hill kwiaty, które były od nas i złożyłem kondolencje.

-Może teraz ja poprowadzę? -zaproponował Louis
-Dobrze, ja usiądę z tyłu. -powiedziałem.

***
Hana zaprosiła przyjaciół na herbatę, jednak kiedy weszliśmy do domu Caroline zaserwowała nam obiad, mówiąc, że domyślała się, iż będziemy głodni. Zanim żona zasiadła do stołu, przebrała się w wygodniejsze ciuchy.

-Nie będziemy zawracać wam głowy, zaraz sobie pójdziemy.
-Nie ma mowy. -Han zaprotestowała. -Pożegnałam Jennifer, ale chcę być teraz z wami. Dziękuję, że byliście tam ze mną, że wspieraliście mnie.

Ja, Dorothy i Louis spojrzeliśmy w tym momencie na Harry'ego.

-Jestem wam za to wdzięczna. Naprawdę, dzięki wam dałam radę przez to przejść.
-Nie masz za co.Jesteśmy w końcu przyjaciółmi. -powiedział Harry.
-Proszę was tylko o jedno, nie wracajmy już nigdy do tego. Przygody z Jenny uważam za zamknięty rozdział. Teraz wszyscy zaczynamy nowe życie.
-Podoba mi się twój tok myślenia, Han.-powiedział Lou.
-Długo nad tym myślałam.

Dorothy i Louis spędzili u nas popołudnie. Było bardzo fajnie. Nawet Caroline otworzyła się przed naszymi przyjaciółmi. Wszyscy rozmawialiśmy przy stole, jak nazwiemy nasze dzieci, choć ani my, ani Louis z Dorothy nie znaliśmy ich płci.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Teraz będzie już tylko lepiej :)
Liczę na wasze opinie, odnośnie rozdziału:) Mam już pomysł na kolejny. Niall okaże się być bardzo niecierpliwym, przyszłym tatą.
Do następnego, misie:)
@angelharry99

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz