sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 32

"Wrócisz tu jutro"
#Niall
Po tym, co powiedziałem Hana natychmiast chciała pojechać do szpitala. Byłem przeciwny temu pomysłowi, ale zgodziłem się zawieźć żonę do szpitala. Dziewczyna włożyła na siebie zimową kurtkę, która zrobiła się za mała, bo nie dało się jej zapiąć ze względu na rosnący brzuszek. Na szczęście na dworze nie było zimno, mróz ustał. W czasie drogi do szpitala nikt z nas się nie odzywał. Pojedyncze łzy spływały po policzkach Hany. Wiele wskazywało na to, że to Jennifer jest tą dziewczyną, po próbie samobójczej.

Po 20 minutach dojechaliśmy do szpitala, w którym pracowałem. Na drodze ruch się zmniejszył, gdyż było trochę późno.

-Dobry wieczór. -powiedziała Hana, witając się z pielęgniarką stojącą za konsolą. -Jakąś godzinę temu trafiła do was dziewczyna, po próbie samobójczej.Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jest.
-Jest pani kimś z rodziny?
-Nie.
-To przyjaciółka mojej żony.-wtrąciłem.
-Zrobię dla ciebie wyjątek Niall, chodź wiesz jakie są procedury.-odrzekła dziewczyna, zaczynając szukać informacji.-Jest na intensywniej terapii. Nic więcej nie wiem.
-Dziękujemy.-powiedziałem za nas dwoje.

Złapałem Hanę za rękę, odchodząc od konsoli, gdyż za nami stanęli w kolejce inni ludzie.

-Muszę ją zobaczyć.-oznajmiła Han.
-Nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł.
-Niall, proszę.
-Zobaczę, co da się zrobić.

Byłem przeciwny, to co Hana mogłaby zobaczyć, może nią wstrząsnąć.

Udaliśmy się w stronę wind. Oddział intensywniej opieki medycznej znajdował się na pierwszym piętrze.Wysiadając z windy od razu zobaczyłem trzech policjantów, Marka Owena, adwokata Hill i jej zapłakaną matkę. Mecenas zauważył nas i od razu przywitał się z nami.

-Co tu robicie?-zapytał.
-Hana się uparła.-powiedziałem obejmując żonę. Potrzebowała jeszcze większego wsparcia niż dotychczas.
-Chcę się z nią zobaczyć.-powiedziała cicho.
-Na to jest za wcześnie, kochanie. Dopiero co tu trafiła. -odparłem.-Zaraz, wiadomo, czy to na pewno ona?
-Tak, to Jennifer. -przytaknął adwokat.
-Kto ją znalazł? -zadałem kolejne pytanie.
-Młody chłopak szedł parkiem i zauważył ją. Zaniepokoiło go jej zachowanie, więc chciał jej pomóc. Kiedy się zbliżył, zobaczył krew na dłoniach no i przystąpił do udzielenia pierwszej pomocy.
-Wyjdzie z tego? -tym razem zapytała Hana.
-Trudno powiedzieć, lekarze ciągle ją badają. To wszystko może potrwać nawet do rana.-westchnął.-Nie ma sensu żebyście tu czekali, wracajcie do domu.-oznajmił Owen.

Hana najwyraźniej chciała zaprotestować, ale uprzedziłem ją.

-Mark ma rację. Jennifer jest teraz pod opieką lekarzy, zajmą się nią. -powiedziałem. -Wrócisz tu jutro.

Mark tylko pokiwał głową na znak, że zgadza się z tym, co powiedziałem. Hana posłuchała nas i zgodziła się, żebym zabrał ją do domu.
***
Zanim razem z żoną położymy się do łóżka, by spróbować zasnąć, postanowiłem zaparzyć nam ciepłej herbaty.

-Szybko wam poszło. Myślałam, że zostaniecie na noc w szpitalu.- oznajmiła Caroline przytulając się do moich pleców, gdyż stałem do niej tyłem.
-Nie ma takiej potrzeby, abyśmy teraz tam siedzieli. Lekarze i tak udzielają informacji tylko rodzinie. -odparłem.
-Ale ty tam pracujesz i chyba możesz dowiedzieć się co i jak.

Odwróciłem się przodem do siostry, ona zrobiła krok w tył.

-Oczywiście, że mogę. Zrobię to jutro, bo nie chciałem tego robić przy Hanie. -westchnąłem. -Chcesz herbaty?
-Poproszę.
-Należą ci się ode mnie przeprosiny i to takie porządne. -zauważyłem.
-Przestań, Niall. Rozumiem to.
-Przez to wszystko, co się dzieje w moim życiu kompletnie nie mam dla ciebie czasu. Przyjechałaś tu by ze mną pobyć, tymczasem ja zostawiam cię ciągle samą w domu.
-Każdy z nas ma swoje problemy i pech sprawił, że właśnie twoje złożyły się z moim przejazdem tutaj. -zaczęła siostra. -Nie mam ci tego za złe. Mogę ci powiedzieć, że twoje życie nie jest tak nudne jak moje. U ciebie ciągle coś nowego się dzieje, jak nie w pracy, to w domu i przez to wszystko nie masz czasu na nudę. Zazdroszczę ci tego, bracie.
-Zobaczysz, że kiedyś przyjdziesz do mnie i będziesz narzekać, że chcesz mieć takie poukładane życie, bo te z coraz nowymi przygodami przestanie ci się podobać.
-Wkrótce to ty zaczniesz swoją zupełnie nową przygodę pod tytułem "Zostać Ojcem".
-Tak, masz rację. Jeśli chcę zostać szczęśliwym tatą to muszę zająć się matką mojego dziecka. Przez te wszystkie wydarzenia przestała zwracać uwagę na to, że musi o siebie dbać. -wziąłem głęboki oddech.- Mogę mieć do ciebie prośbę?
-Oczywiście, że tak. Jestem twoją młodszą siostrą i jeśli uważasz, że mogę ci w czymś pomóc to pewnie. -uśmiechnęła się- Podejmę się każdemu wyzwaniu jakie przede mną postawisz.
-Zaopiekujesz się jutro Haną? Ja mam dyżur, a kolejny dzień urlopu nie wchodzi w grę.
-Pewnie, nie zostawię jej. Możesz na mnie liczyć.-siostra poklepała mnie po ramieniu.

Podałem Caro herbatę, a następnie złapałem w obie ręce napój dla  mnie i Hany, udając się na górę, do naszej sypialni.

#Hana
To była chyba jedna z gorszych nocy, jakie miałam w życiu. Ostatnim razem spałam tak mało, gdy uczyłam się do jednego z egzaminów. To co przytrafiło się ostatnio w moim życiu, jest jakimś koszmarem. Najpierw sytuacja z Niallem, a teraz Jenny... Mam tego trochę dość, ale nic na to nie poradzę. Najwidoczniej tak ma być.

Caroline zrobiła nam śniadanie. Ja nie miałam ochoty i siły, by cokolwiek przełknąć, ale zmuszam się, dla dobra dziecka. Najchętniej odstawiłabym bycie w ciąży, dopóki nie zapadnie spokój, ale nie mogę, po prostu nie da się. Ciąża nie jest na zawołanie. Sięgnęłam po płatki na mleku. Bawiłam się łyżką, mieszając ją bez celu w misce. Siostra Horana rozkazała mi normalnie zjeść pierwszy posiłek w ciągu dnia.

-Za chwilę jadę do szpitala. -zakomunikowałam Caroline. -Nie potrafię siedzieć w domu, muszę tam być.
-Jadę z tobą. Nie puszczę cię samej.-natychmiast odparła.
-Nie musisz, sama tam trafię. Znam ten szpital lepiej od ciebie.
-Albo jedziemy razem, albo wcale.-powiedziała stanowczo Caroline.
-Dlaczego jesteś  taka uparta? Co chcesz tam robić?
-A ty?-odpowiedziała pytaniem.
-Będę przy niej siedzieć. Ktoś musi przy niej być.
-Ja na twoim miejscu miałabym ją w dupie, za przeproszeniem. Po tym co ci zrobiła, dawno dałabym sobie z nią spokój.-oznajmiła- Wiesz, co, zadzwonię po Harry'ego. Lepiej będzie, jeśli dziś nie wsiądziesz za kierownicę.
***
Siostra Nialla ściągnęła z pracy Harry'ego, który przyjechał po nas i zabrał do Jennifer. Styles tak samo, jak Caro, nie pochwalał mojego pomysłu. Niecałą godzinę później byliśmy na miejscu. Na korytarzu, tuż przed drzwiami OIOM'u cały czas była policja i mama Hill, którą obecnie wpuścili do niej. Siedziałam na krzesełku i patrzyłam się ślepo przed siebie. Wolałam być tutaj niż w domu. Niall był piętro wyżej, więc w każdej chwili mogłam go odwiedzić. Wiem niewiele, bo lekarze nie chcą nic mówić. Jennifer jest w śpiączce farmakologicznej i nie wiadomo, kiedy się obudzi.

-Dziewczyny, chcecie coś do picia? -odezwał się Harry. -Idę po kawę, także mogę wam coś przynieść.
-Jakbyś mógł to,też poproszę, tylko latte.-oznajmiła Caro.
-A ty chcesz coś,Hana?
-Nie, ja dziękuję.

Chwilę później Harry zniknął za drzwiami windy. Znów nastała cisza, dopóki mama Jennifer nie wyszła z sali, a lekarze nie zaczęli zabiegać się nad łóżkiem dziewczyny. Przez moment trwało wielkie poruszenie, bo Hill odzyskała przytomność. Starsza kobieta omal nie zemdlała, na wieść o tym. Nerwowo bawiłam się palcami u rąk.

-Hej, jest lepiej.-odezwała się Caroline, która mnie objęła.
-Zadzwoń do Nialla, proszę.
-Oczywiście, już do niego piszę.

Zobaczyłam Harry'ego i natychmiast poderwałam się z krzesła.

-Spokojnie, nie było mnie tylko maksymalnie10 minut.-powiedział.
-Jennifer się obudziła! -oznajmiłam entuzjastycznie.Cieszyłam się, że jest z nią lepiej mimo wszystko.
-To dobrze. -odparł, ale po jego minie nie tego nie widać. -Kupiłem ci sok pomarańczowy w bufecie.-Hazza dał mi sok- Caroline, twoja kawa.
-Dzięki. -dziewczyna wzięła plastikowy kubeczek i zamoczyła w nim usta.

Zauważyłam wychodzącego lekarza i zdecydowałam się do niego podejść.

-Panie doktorze, czy mogę do niej wejść?
-Oh... pacjentka powinna odpoczywać, straciła wiele krwi.
-Bardzo pana proszę.
-No dobrze, zgadzam się, w drodze wyjątku. Ma pani 10 minut.
-Dziękuję.

Dałam Caroline, butelkę z sokiem, którą wciąż trzymałam w ręku. Zanim weszłam na salę musiałam założyć fartuszek ochronny, w kolorze zielonym.

Sala, w której znajdowała się Jennifer mieściła pięć łóżek, każde z nich przegrodzone było kotarą, dzięki czemu pacjenci leżący obok nie widzieli się. Hill leżała na ostatnim łóżku, w rogu.

-Cześć. -przywitałam się i usiadłam na obrotowym krzesełku obok.
-Hej.-jej głos głos był bardzo słaby, twarz miała bladą, dookoła było pełno kabli,do których była podpięta. Na nadgarstkach miała bandaże, które były przesiąknięte krwią.
-Jesteś w ciąży? -zapytała.
-Tak.
-To dziecko Nialla?
-Tak, Niall to mój mąż. -odpowiedziałam, a ona wydała się być wyraźnie zdziwiona. -Nie gadajmy o mnie, nie po to tu jestem. Dlaczego to zrobiłaś?

Minęło trochę czasu zanim poznałam odpowiedź.

-Nie mogę normalnie żyć po tym wszystkim. Nie radzę sobie, nie pamiętam tamtej chwili, kiedy cię raniłam, ale wiem co zrobiłam, bo psycholog mi opowiedział. W tamtym momencie nie byłam sobą, ale jak sobie choć trochę wyobrażę tamten okres to nie wytrzymuję. Wiem, że mnie teraz nienawidzisz. Nie chcę czekać, aż wirus mnie pokona, wolę zabić siebie sama.
-Nie udało ci się to, jesteś tutaj. Nie jest tak łatwo pozbawić siebie życia.
-Nawet jeśli znowu zamkną mnie w wariatkowie, to kiedyś z niego wyjdę i zrobię to samo na wolności, albo tam. Nie chcę żyć.
-Nie mów tak. -czułam,że z moich oczu zaraz wydostaną się łzy.

-Nie mam już życia i ono nigdy nie będzie normalne. Jestem wariatką, moja psychika jest zniszczona. Dla mnie nie ma przyszłości. Moim przeznaczeniem jest dół.
-Przestań tak myśleć. Twoja choroba nie czyni cię przegranym. Zastanów się tylko.-powiedziałam. -Po stracie mojego pierwszego dziecka myślałam tak jak ty,że nic mi się nie uda, że nic nie ma już sensu. Popadłam w depresję, ale walczyłam i to te myśli wyparowały z mojej głowy.
-Pamiętam, wyszłaś z tego, bo miałaś przy sobie przyjaciół, którzy dawali ci wsparcie,a ja? Nie mam nikogo.

#Niall
Kiedy odczytałem wiadomość od siostry, poinformowałem Luke'a, że będę piętro niżej i w razie czego jestem pod telefonem. Nie chciało mi się czekać na windę, więc skorzystałem ze schodów. Kilka minut później byłem już w towarzystwie kolegi i siostry.

-No, no braciszku,seksowny kubraczek.
-A dziękuję. -puściłem jej oczko. -Gdzie Han?
-Yyy... tam.-Harry wskazał na drzwi.
-Siedzi tam od 5 minut.-dodała Caroline.
-Idę do nich. -oznajmiłem

Przekroczyłem próg, stając w drzwiach. Od razu poprosiłem pielęgniarkę o wyniki Jennifer. Nie były zadowalające, straciła sporo krwi przez co ma anemie i wymaga przetoczenia krwi.

-Która to już?- zapytałem.
-Trzecia jednostka, panie Horan.

Podszedłem do łóżka Hill. Żona trzymała ją za rękę

-Kochanie. -odezwałem się. -Chodź już, ona musi odpocząć.
-Przepraszam za wszystko. -tym razem to Jennifer zabrała głos.
-Ciągle przepraszasz tylko. Daj nam spokój Jennifer.
-Przyjdę do ciebie potem. -poinformowała Hana.

Wyszliśmy z sali na korytarz. Żona przytuliła się do mnie. Udaliśmy się na dół do bufetu coś zjeść coś razem z Harry'm i Caro.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Jennifer nadal jest w szpitalu, ale nie jest dobrze. Wyniki z krwi Hill są dramatyczne, HIV atakuje każdą komórkę jej ciała coraz bardziej. Dziewczyna oprócz tego zachorowała na sepsę. Jej odporność jest tak słaba, że organizm nie potrafi się bronić. Nerki już praktycznie nie funkcjonują, w żyłach utworzyły się skrzepy. Gorączka jest prawie, cały czas. Lekarze robią co mogą, ale wszyscy wiedzą jedno...

Jest noc, razem z Haną od trzech godzin jestem w szpitalu, z Jennifer jest coraz gorzej, wyniki są katastrofalne, narządy przestają funkcjonować. Od dobrych czterdziestu minut lekarze ją ratują. Nikt nic nie mówi, każdy czeka na informacje od lekarza. W pewnym momencie z OIOM'u wychodzi starszy doktor. Wszyscy wstają i patrzą tylko na niego.

-Przykro mi, próbna reanimacji nie powiodła się. Zgon nastąpił o 03:43.

Hana momentalnie zbladła i wybuchła płaczem. Krzyczała, przytuliłem ją do sobie bardzo mocno,żona waliła mnie w klatkę piersiową swoimi pięściami. Na piętrze słychać było tylko krzyk i nic więcej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy jak i za to,że tak szybko rozwijam akcję i kończę wątki. Jennifer umarła :( Była młoda, ale okazałam się wredna i uśmierciłam ją. Liczę na wasze opinie, na temat tej (upragnionej) śmierci.
Przypominam o koncie na tt i hasztagu. #BigLoveNiallFF
PS: do końca tego fanfiction zostało około 8 rozdziałów.
Do następnego @angelharry99

+zapraszam na moje nowe fanfiction 'IF TOMORROW NEVER COMES'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz