"Zdradzę panu,że ten frajer porwał mnie i przywiózł do lasu"
#Hana
Wybudziłam się ze snu i od razu zerknęłam na szafkę nocną, na której stał budzik,wskazywał 08:32. Leżałam na prawym boku,więc zmieniłam swoją pozycję, kładąc się na plecy, tym samym zabierając kołdrę Niallowi. W nocy przebudziłam się i włożyłam piżamę, bo było mi zimno,a nie chce złapać jakiegoś wirusa.
-Dzień dobry, kochanie.-szepnął Niall i pocałował mnie w czoło.
-Dzień dobry.-odparłam cicho.
-To była piękna noc, dziękuję ci za to. Byłaś jak zwykle cudowna.-Niall odsunął kołdrę i położył dłoń na moim brzuchu.
-Na poczucie ruchów jest za wcześnie, a ty jako lekarz powinieneś o tym doskonale wiedzieć.
-Owszem, tylko strasznie je kocham.-oznajmił Niall.- Dlaczego nie dałaś mi znać, że Noami przełożyła wizytę?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie spodziewałam się, że Horan zapyta o to.
-Hana, zadałem ci proste pytanie.-westchnął.-Chciałaś odegrać się na mnie w ten sposób?
-Tak.-wypuściłam gwałtownie powietrze z płuc.-Doszłam do wniosku, że należy ci się, za to,co zrobiłeś. W tamtym momencie czułam się zraniona, pozbawiona zaufania do twojej osoby. Chciałam, żebyś zobaczył jakie to uczucie być oszukanym.
-Rozumiem, potraktuje to jako karę.
-Mam wydruk z USG, nasze maleństwo ma się dobrze, prawidłowo się rozwija. Jednym słowem ciąża przebiega prawidłowo.
-Noami o wszystkim mi powiedziała, wspomniała też o zwolnieniu lekarskim i cieszę się z tego powodu. Teraz w końcu będziesz mogła skupić się na sobie i dziecku.
-Czas tak szybko ucieka, dopiero co dowiedziałam się o ciąży, a za chwilę poznamy jego płeć. O porodzie już nie wspomnę.
-Jak myślisz, to będzie chłopak czy dziewczynka?
-Wydaje mi się, że córka, ale nie jestem pewna. A ty?
-Chłopak bez dwóch zdań.
-Mogłam się domyślić, syn sprawiłby,że stałbyś się najszczęśliwszym człowiekiem.
-Jeśli dasz mi syna to nauczę go gry w golfa, a wujek Louis da praktyki z piłki nożnej.-powiedział Niall po chwili.
-A jeśli noszę pod sercem córkę, co wtedy?
-Gry w golfa też ją nauczę, ciebie też mogę skarbie, jeśli tego chcesz oczywiście. -odparł-A oprócz tego postaram się przekazać jej smykałkę do chirurgii. Chciałbym mieć następcę w tej dziedzinie.
-Wszystko dokładnie przemyślałeś. Niech ci będzie.
-Wiesz,że chcę mieć z tobą minimum dwójkę dzieci, tak, żeby w przyszłości nie zostało same jak nas zabraknie.
-To się o to postaraj.-spojrzałam na męża puszczając mu oczko.
-Najpierw niech to maleństwo pojawi się na świecie. -Niall nachylił się i pocałował mój widoczny brzuszek.
***
Mąż przygotował wspaniałe śniadanie. Siedzieliśmy przy okrągłym stole jedząc pierwszy posiłek.
-Nie chcę wracać do domu, podoba mi się tu.-odezwałam się nagle.
-Możemy tu zostać do jutra.
-A praca? Nie masz zwolnienia tak, jak ja.
-Mam przymusowy urlop.-powiedział Niall biorąc kanapkę do ust.
-To niemożliwe. -zatkało mnie, bo chłopak przez ostatni czas przebywał ciągle w pracy.
-Ordynator powiedział tak "Zajmij się rodziną, Niall", więc zabrałem cię tutaj.
-Znalazłeś piękny dom, z cudownym widokiem na zewnątrz.
-W okolicy nie ma nic szczególnego, same lasy i domki takie jak ten.-uśmiechnął się.
-Przejdźmy się na spacer.-zaproponowałam.
-Teraz?
-Nie, za jakiś czas. Niech wyjdzie słońce.
-Dobrze.
Dokończyłam jeść śniadanie. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że mieszka u nas Caroline, która nie zna miasta i przechodzi depresję.
-Niall, co z twoją siostrą? Zostawiłeś ją samą na weekend?
-Harry powiedział, że będzie ją odwiedzał, oboje złapali ze sobą dobry kontakt. Wydaje mi się, że Caro mu ufa, a poza tym wiem, że na Harry'ego można liczyć.
-Fajnie, że Caroline się z nim dogaduje, nie sądziłam, że po przyjeździe tutaj prędko kogoś pozna.
-Nie musiała daleko szukać. Harry to nasz przyjaciel.-powiedział Niall.
-Mamy na prawdę super przyjaciół.- przyznałam- Wiosną dwójka naszych najlepszych przyjaciół będzie małżeństwem.
-To jest niesamowite, ale powiedz, że dobrali się wspaniale, zresztą podobnie jak my.
-Zeswatałeś ich razem.-uśmiechnęłam się. -Dotrzymałeś słowa.
-Gdyby nie ja to dalej nic z tego by nie było.-powiedział z cwaniackim uśmiechem.
-Nie możesz być tego taki pewny.-zauważyłam- Zresztą mieszkanie się w życie innych to nie nasza sprawa.
-Chodź do mnie. -Niall poklepał ręką swoje kolana.
Chwilę później siedziałam na kolanach Nialla, moje dłonie obejmowały jego szyję.
-Gdzie masz obrączkę, kochanie? -zapytał nagle.
-W portfelu.-westchnęłam.-Czasem palce mi puchną i nie mogę jej zdjąć. A tak to nie rozstaje się z nią na krok.
Fakt, kiedy odkryłam kłamstwo chłopaka miałam ochotę wyrzucić ją przez okno, albo oddać ją mężowi za pośrednictwem Jaia.
-Rozumiem, w ciąży to całkiem naturalne.-Niall pocałował mnie w szyję. -Nie przejmuj się tym.
-Z dnia na dzień staje się coraz grubsza.-zrobiłam smutną minę.
Tak na prawdę boję się wyglądać jak słoń, chociaż wiem,że to nieuniknione.
-Chyba mówiłem ci już coś na ten temat. -Niall spojrzał w moje oczy, a ja kiwnęłam głową. -No więc przestań mi tu marudzić. Dorothy nie narzeka tak jak ty.
-Skąd wiesz?
-Widziałem się z Louis'em, gadaliśmy na ten temat.
-Wow.-zszokowałam się. -I co? Jakieś wnioski?
-Tak, dwa.-odparł. -Po pierwsze masz ciążowe zachcianki, co prawda nie są jakieś kosmiczne, bo nie łączysz ogórków kiszonych z dżemem, ale jednak występują. Codziennie odwiedzasz kawiarnię i wcinasz muffiny.
-To chyba dobrze. -uśmiechnęłam się.-A drugi wniosek?
-Drugi wniosek jest taki, że powinniśmy pomyśleć nad wybraniem odpowiedniej szkoły rodzenia.
-Proszę, jeszcze nie teraz. -westchnęłam.
#Niall
W południe, gdy słońce przebijało się przez chmury, zabrałem żonę na spacer, wedle życzenia. Szliśmy polną drogą wdychając świeże powietrze. Dookoła pachniało lasem, a śnieg skrzypiał pod nogami. Idąc polną drogą minęliśmy jedynie parę starszych ludzi, którzy szli z kijkami, a tuż przed nimi biegł pies. W pewnym momencie poczułem jak coś trafia moje prawe ramię.
Hana rzuciła we mnie śnieżką.
Pokazałem jej język, schylając się by wziąć garść śniegu. Uformowałem kulkę i trafiłem w pupę Hany, kiedy zaczęła uciekać. Żona zatrzymała się na chwilę odwracają się twarzą do mnie. Próbowała wyglądać na obrażoną, ale bardzo szybko ukazał się jej rząd białych zębów. Brooks( żebyście dokładnie wiedzieli o kogo chodzi) przystąpiła do ucieczki. Widząc poczynania żony zacząłem biec w jej stronę, o wiele szybciej niż ona. Dogoniłem ją, wyprzedzając dziewczynę, tym samym zagradzając jej drogę.
-Dokąd tak się śpieszysz? -powiedziałem z minimalną zadyszką. -W twoim stanie nie powinnaś raczej biegać.
-Wiem, co robię. Chodzę na siłownię.
-Nadal nie znam odpowiedzi na moje pytanie. -skrzyżowałem ręce.
-Uciekam od takiego człowieka, który zwie się moim mężem. -powiedziała.-Zdradzę panu,że ten frajer porwał mnie i przywiózł do lasu.
-Jak wygląda ten frajer?
-Farbowany blondyn, z uśmiechem pedofila, ale za to ma zabójczo piękne, niebieskie oczy.
-Nie znam człowieka.-odparłem.
Zbliżyłem się do żony, zmniejszając odległość do minimum. Złączyłem nasze usta w pocałunku. Zarówno jej jak i moje wargi były zimne. Całowaliśmy się stojąc na środku polnej drogi.
***
Oglądaliśmy film leżąc w sypialni, kiedy zadzwonił mój telefon. Wygrzebałem urządzenie z kieszeni spodni i odebrałem połączenie od Tomlinsona.
-No hej. Co tam? -zacząłem rozmowę.
-Włącz szybko kanał informacyjny.-polecił przyjaciel.-To strasznie ważne. -dodał po czym się rozłączył.
-Kto to?-zaciekawiła się Hana.
-Louis, był jakby... trochę zdenerwowany?
Przyłączyłem pilot na wskazany program,który o dziwo był dostępny. Oboje wsłuchiwaliśmy się w słowa reportera, który znajdował się w rodzinnym domu Jennifer. Mężczyzna rozmawiał z jej matką, która płakała. Kobieta mówiła o tym, że jej córka od wczoraj nie wróciła do domu i nie ma z nią żadnego kontaktu. Dziennikarz dodał, że Hill jest chora psychicznie i kilka dni temu opuściła specjalistyczny zakład psychiatryczny. Zaapelował również o to, aby skontaktować się z policją jeśli ktokolwiek coś wie na ten temat, bądź widział poszukiwaną.
Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się zaraz po tym krótkim reportażu, to kiedy Jennifer opuściła psychiatryk i kto na takie coś zezwolił. Spojrzałem na żonę i od razu dostrzegłem w niej przerażenie. Zaraz zacząłem ją pocieszać i przytulać.
***
Wróciliśmy do Manchesteru pod wieczór. Hana wolała być w domu,czuła się tutaj bezpiecznie. Do mieszkania przyjechał Mark, Harry, Dorothy i Louis. Adwokat mojej żony załatwił nam ochronę policyjną tak na wszelki wypadek. Może to nie było koniecznie, ale nie nikt nie wiedział, gdzie aktualnie jest Jenny i żadne z nas nie mogło być pewne, czy Hill znów coś wymyśliła.
-Jennifer odkąd wróciła do domu nie brała leków, policja znalazła w jej pokoju nowe opakowanie, które dostała z zakładu, a resztę jej matka miała kupić za kilka dni.-oznajmił Mark.
-Wiedziałem, że jej mama nie da sobie z nią rady. -warknął Harry.-Ten kto wydał decyzję o wypuszczeniu Jennifer musiał być pijany albo ślepy.
-Harry nie mów tak. -powiedziała cicho Hana.-Kiedy taka jest prawda. -westchnął Harry.-To nie powinno się zdarzyć.
-Co się stało to się nie odstanie.-odezwałem się opierając się o blat.-Po pierwsze czasu nie da się cofnąć, a po drugie ten kto wydał decyzję o wypuszczeniu Jennifer z psychiatryka musiał mieć ku temu jakąś podstawę, bo wątpię by zrobił to akurat, gdyż przyszło mu tak na myśl.
-Niall ma rację.-przytaknęła Doris, która obejmowała Hanę.-Coś w tym jest.
-Zanim wypiszę pacjenta do domu, stwierdzam, czy jego stan zdrowia jest dobry i nie wymaga dalszej opieki medycznej. I zapewne lekarz zajmujący się Jennifer postępował tak samo.
-Nigdy nic nie wiadomo. -dodał Harry.
-Możecie przestać o tym ciągle rozmawiać? -zapytała lekko zdenerwowana Hana. -To staje się irytujące.
-Oczywiście, przepraszam skarbie.
-Wydaje mi się,że moja obecność jest zbędna. Zrobiłem co trzeba. -odezwał się mecenas Owen.-Pójdę do siebie. W razie czego jestem cały czas pod telefonem.
-Dziękuję.-oznajmiła Hana i chciała wstać, lecz zatrzymałem ją.
-Ja to zrobię. -powiedziałem.
Odprowadziłem mecenasa do drzwi. Jestem mu wdzięczny za to co dla nas robi. Owen to na prawdę spoko człowiek, można się z nim dogadać.
***
#Liam
Późno wyszedłem z pracy. Za oknem było już zupełnie ciemno, tak jak to jest zimą. Samochód od kilku dni mam u mechanika, więc chodzę i wracam z pracy z buta. Dziś postanowiłem zmienić moją dotychczasową trasę i przejść się przez park. Szedłem ulicami Manchesteru, samochodów jak i ludzi było o tej porze dosyć sporo.Niedługo później skręciłem,by znaleźć się w parku. Tam było o wiele mniej ludzi. Może to dlatego,że niektórzy boją się bywać w takich miejscach po zmroku. Podążając dalej, w kierunku domu, zobaczyłem nagłe,kogoś, kto siedział na ławce. Podszedłem bliżej, bo coś wewnątrz mnie nie dawało mi spokoju. Zacząłem prowadzić rozmowę ze śpiącą dziewczyną, ale nie odpowiadała. Jej głowa zwisała w dół, wyglądała jakby wypiła sporą ilość alkoholu. Nie wiem jak to się stało,że dotknąłem jej zimnych rąk. Spojrzałem na moją dłoń i odkryłem,że jest brudna od krwi.
-Cholera! -warknąłem
Gwałtownie obejrzałem jej dłonie dokładnie, moje przypuszczenie się potwierdziło. Szybko ułożyłem młodą dziewczynę na chodniku i przystąpiłem do reanimacji. W międzyczasie krzyczałem próbując sprawdzić pomoc. Chwilę później wokół mnie pojawiło się kilkanaście osób-tak znanych gapiów. Pewien mężczyzna, do którego się odezwałem zadzwonił po pogotowie. Ja wciąż udzielałem nieznajomej pierwszej pomocy.
***
#Niall
Od wczoraj zero nowych wiadomości. Do każdego z nas jest to trudne przeżycie. Wydaje mi się, że najbardziej cierpi Hana. Nie odstępuje jej na krok, jestem przy niej cały czas. Martwię się nie tylko o żonę, ale też o nasze nienarodzone dziecko. Wiem, że Hana powinna się denerwować jak najmniej, ale w tej sytuacji to jest praktycznie niemożliwe. Było już dobrze po 21:00, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Poprosiłem, aby dzwoniono do mnie, żeby odciążyć ukochaną. Odebrałem z niepokojem. To co usłyszałem, całkowicie mnie zszokowało,że na moment zaniemówiłem. Musiałem sięgnąć po szklankę wody, a tym samym zastanowić się, jak powiedzieć Hanie o tym czego się dowiedziałem przed chwilą. Powolnym krokiem udałem się na górę, tworząc w głowie najmniej bolesną konwersację. Znalazłem się w sytuacji, ze szpitala, gdzie trzeba poinformować pacjenta o nieudanej operacji. Usiadłem na łóżku, tuż obok żony, która jeszcze kilka sekund leżała, a teraz podniosła się do pozycji siedzącej.
-Niall, stało się coś?-zapytała z troską w głosie.-Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
-Mark dzwonił.-westchnąłem
-I co powiedział?
-Do szpitala trafiła jakaś dziewczyna po próbie samobójczej, policja nie jest pewna w 100%, bo nie znaleziono przy niej żadnych dokumentów, ale z opisu wygląda na to,że tą osobą jest Jennifer.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Rozdział napisany w większości z perspektywy Nialla:) Jennifer wróciła w wielkim stylu. Kto się tego spodziewał?
Co myślicie? Będę wdzięczna,za waszą opinię zostawioną w komentarzu.
Do następnego:) Kocham Was♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz