"Wieczór bez zobowiązań"
#Hana
Był czwartkowy ranek. Siedziałam w salonie razem z przyszłą teściową i Caroline, siostrą Niall'a. Obie razem z bratem Horan'a zamieszkały w moim mieszkaniu,od chwili, gdy przylecieli na ślub. Dorothy na ten czas przeniosła się do Louis'a, udostępniając pokój dla Greg'a. Chłopak wyszedł na miasto, lecz powinien wrócić za chwilę,gdyż nastolatek chciał pożegnać się z bratem zanim starszy z nich opuści dom.
-Sprawdzę,czy Niall jest gotowy. Louis niebawem przyjedzie.-oznajmiłam wstając z kanapy.
-Ciężko mi uwierzyć w to,że mój Niall zakłada rodzinę.-rzekła Maura.
-Mamo, Nialler ma prawie 23 lata.-odezwała się Caro.
-Będę ryczeć jak głupia. -przyznała pani Horan.
-A co Han ma powiedzieć?
-Będę starała się powstrzymać łzy.-zapewniłam ją.
-Łzy u panny młodej w dniu ślubu to naturalna rzecz. Sama pamiętam, jak płakałam składając przysięgę małżeńską tacie Niall'a.
-Mamuś, dlaczego do niego wracasz? Jest draniem i tyle co mam do powiedzenia na jego temat.-powiedziała wkurzona Caroline.-Niech żałuje,że nie będzie go na ślubie najstarszego syna.
-Caro nie wolno ci tak mówić, to również twój tata.
-Nie mam ojca! On dla mnie nie istnieje. -krzyknęła siostra Niall'a i zamknęła się w dawnym pokoju Hazzy.
-Przepraszam za nią.-powiedziała mama Horana.-Moja córka nie potrafi się pogodzić z tą sytuacją. Wizyty u psychologa jej pomogły,ale wstręt do osoby mojego byłego męża pozostał.
-Nie masz za co przepraszać. Rozumiem to,ona po prostu się na nim zawiodła.-powiedziałam.
Współczuję mamie Niall'a.Jest mi przykro,z tego powodu,że zarówno mój narzeczony,rodzeństwo oraz jego matka nie mieli łatwo w życiu. Podziwiam panią Horan, bo naprawdę dobrze wychowała swoje pociechy.
Niedługo później przyjechał Louis z Dorothy. Zostawiając ich z mamą Horan'a udałam się do sypialni,gdzie był Niall. Drzwi były przymknięte,więc je uchyliłam. Mój narzeczony siedział na łóżku,na kolanach trzymał swoją kochaną gitarę. Wydobywał z nich dobrze znane mi dźwięki. Stanęłam w drzwiach i przysłuchiwałam się muzyce.
-Długo tak mi się przyglądasz?-zapytał Niall,gdy zauważył moją obecność.
-Tylko chwilę. Nie chciałam ci przerywać. -odparłam ruszając w kierunku narzeczonego.
-Zamyśliłem się. -przyznał. -Już schodzę.
-Właśnie Lou z Doris przyszli. Jesteś gotowy na zabawę?
-Jasne. -odparł Niall i pocałował mnie w usta.
Całowaliśmy się chyba krótko, gdy jestem blisko Niall'a czas stoi dla mnie w miejscu. Chwilę później zeszliśmy razem na dół, trzymając się za rękę.
-Zbieramy się? -odezwał się Tomlinson.
-Tak,szkoda marnować czasu. Trzeba się zabawić,prawda? -rzekł Niall puszczając oczko.
-Weź mnie ze sobą. -powiedział Greg.
-Obawiam się, że nie tym razem. -powiedział Louis.-Nie wpuszczą cię do klubu dla dorosłych.
-Niall powinieneś dostać w ciry,żeby żenić się w tym wieku. Zaczekaj dwa lata.
-Za dwa lata to ja będę miał dwójkę dzieci.
-Ktoś ma tu zacne plany. -zauważyła Doris.
-Chcę mieć dużą rodzinę,ale to po ślubie. Dziś należy się dobrze zabawić.
-Będziesz się świetnie bawił. -powiedział Tomlinson.
-My też się nieźle spędzimy ten wieczór.-rzekła Dorothy przybijając mi piątkę.
-Sądzę, że powinniśmy iść w swoją stronę. -powiedziałam. -Czas ucieka.
-Masz rację.-zgodził się Niall.
Przytuliłam się ostatni raz z ukochanym. Chłopak pożegnał się z mamą oraz rodzeństwem i opuścił nasze mieszkanie z Tomlinson'em. Maura nieco później zebrała się ze swoimi dziećmi i udała się z nimi do mieszkania Jai'a, gdzie byli tam moi rodzice.
Gdy zostałam w końcu sama z Dorothy rozpoczęłyśmy przygotowywania do wieczornej zabawy.
***
Spędziłyśmy prawie dwie godziny na zrobieniu fryzury i odpowiedniego makijażu. Gdy byłyśmy gotowe do wyjścia pojechałyśmy zamówioną taksówką do centrum handlowego. Na miejscu czekały na nas Kate i Isabel. Przywitałyśmy się z nimi.
-Jakie mamy plany na najbliższą noc?-zapytałam gdy szłyśmy korytarzem pomiędzy sklepami.
-Przede wszystkim masz jak najlepiej zapamiętać ten wieczór. -powiedziała uradowana Kate.
-To ostatni twój taki wypad jako singielka.-dodała Isabel.-Wykorzystaj to jak najlepiej się da!
-Z waszą pomocą na pewno.
-Twoja wolność w naszych rękach. -rzekła uradowana Doris.
-To co? Ruszamy na zakupy!-rzuciła propozycję Kate.
Razem z dziewczynami weszłyśmy do jednego z sklepów. Zaczęłyśmy przeglądać znajdujące się tam ciuchy.
-Co myślicie o tej sukience?-zapytała Isabel wychodząc z przejścia pomiędzy regałami. Nasza trójka zrobiła to samo,żeby móc ocenić ciuch.
-Jest świetna.-powiedziałam.-Będzie dla ciebie idealna.
-Przepraszam bardzo.-wtrąciła się Kate.-Jesteś kobietą czy kurą domową?
-No obie rzeczy pasują, jestem jeszcze matką.-odparła moja bratowa nieco zawstydzona.
-Masz też męża. Pomyśl kochana, jeśli kupisz tą sukienkę to jak on zareaguje? Jesteś młoda, piękna. Chcesz zniechęcić do siebie Jai'a?
-Urodziłam dziecko.
-To, że urodziłaś dziecko o niczym nie świadczy. Twój mąż wszystko widzi. Pokaż mu, że wciąż jesteś atrakcyjna, a to, że urodziłaś syna niczego nie zmienia.
-Wiecie co? Mam pomysł. -odezwała się Dorothy.-Może każda z nas wylosuje imię i wybierze dla tej osoby jakiś ciuch.
-Doskonały pomysł, tylko czym będziemy losować?-zapytała Kate.
-Może niech każda z nas zdejmie kolczyk albo coś podobnego.-zaproponowałam.
-Okey.
Zdjęłam z manekina kapelusz, do którego złożyliśmy nasze drobiazgi, żeby móc wylosować. Po wylosowaniu ruszyłyśmy na szybkie zakupy. Nie chciałyśmy całego dnia spędzić w centrum handlowym.
#Niall
Jechaliśmy z Lou samochodem. Od kilku minut byliśmy poza Manchester'em. Nie miałem zielonego pojęcia dokąd zmierzamy, bo w najbliższej okolicy nic się tu nie znajduje.
-Daleko jeszcze?-zapytałem
-Cierpliwości, za chwilę będziemy na miejscu.
-Róbcie co chcecie,tylko żebym jutro mógł stanąć przed ołtarzem.-powiedziałem.
-Oczywiście.-Lou mówiąc to przyspieszył prędkość pojazdu.
***
Po jakiś 10 minutach zatrzymaliśmy się w zaroślach pośród drzew, gdyż Louis zjechał z głównej drogi,a ta leśna właśnie się skończyła.
-Jesteśmy.-zakomunikował Tomlinson i wysiadł z samochodu. Zrobiłem to samo.
-Tutaj nikogo nie ma.-zauważyłem.
-Myślisz się.-westchnął Lou- Chłopaki! -krzyknął.
W tym momencie nie wiadomo skąd pojawił się najpierw Harry,którego prawie nie poznałem, a potem Jai. Obaj mieli na sobie stroje moro a na nogach wielkie czarne kalosze. Ich twarze umalowane były coś na wzór ninja. Brat Hany trzymał w ręku dmuchaną lale.
-Proszę to dla ciebie.-rzekł i podał mi ją.
-Wzrostem i wyglądem podobna do Hany. -zauważył Lou.
-E tam, wcale nie przypomina mi mojej przyszłej żony,ale jest całkiem seksi.-powiedziałem i zacząłem się śmiać.
-Dobra,łap te ciuszki i ruszamy w drogę.-Harry rzucił mi stój identyczny do jego. Złapałem go,lecz prawie dmuchana zabawka,będąca mniej więcej mojego wzrostu mi wypadła.
-Potrzymaj ją. -zwróciłem się do Styles'a.
-Zanim urządzisz nam leśny striptiz wznieśmy toast!-krzyknął Jai. Tak mój przyszły szwagier mimo swojego dojrzałego wieku niczym się od nas nie różnił.
-Masz rację. -przyznał Louis i wyjął butelkę wódki. -Za wolność!-po czym napił się i podał mi.
#Hana
Zakupy okazały się być strzałem w 10. Każda z nas była zadowolona z wyboru przyjaciółki. Kolejnym naszym celem była wizyta w sklepie z bielizną. Dziewczyny pomogły mi wybrać strój na noc poślubną. Wybór nie był wcale taki prosty,ale z pomocą moich wspaniałych przyjaciółek bardzo szybko zaopatrzyłam się w piękny komplet. Ostatnim naszym przystankiem w galerii handlowej była wizyta u kosmetyczki. Wszystkie opuściłyśmy sklep z pięknie zrobionymi paznokciami. Przed centrum czekała na nas specjalna limuzyna
-To teraz zaczniemy prawdziwą zabawę. -oznajmiła Doris.
-Jejku dziewczyny, nie spodziewałam się czegoś takiego. -powiedziałam podekscytowana i przytuliam dziewczyny.
Szofer pomógł każdej z nas wsiąść do limuzyny. Wewnątrz znajdowała się czarna długa, kanapa,a obok niej stał stolik, na nim szampan w wiaderku,który się chłodził. Gdy tylko zajęłyśmy miejsca, Isabel za pomocą korkociągu otworzyła szampana i wolała każdej do lampki.
-Nie boisz się składać przysięgi na całe życie? -zapytała Kate,gdy jechałyśmy
-Nie. Gdybym ciągle miała się ciągle martwić to bym się nie decydowała na ślub. A tak to przysięga poniekąd do czegoś zobowiązuje i musimy się postarać,żebyśmy byli szczęśliwi.-odparłam.
-Moim zdaniem przysięga małżeńska do niczego nie zobowiązuje.
-To jest właśnie motywacja,która prowadzi do szczęścia.-rzekła Isabel.-Jestem szczęśliwa w swoim małżeństwie.
-Może na dziś wystarczy o tym wszystkim? To wszystko jak na razie jest bardzo dalekie naszej Hanie. -odezwała się Doris.
-Dzisiejszej nocy stawiam na niezłą zabawę.-powiedziałam po czym wstałam z kanapy zdejmując szpilki i stanęłam na niej. Otworzyłam dach i wychyliłam się. Dorothy po chwili zrobiła to samo biorąc swoją lampkę z szampanem.
***
#Niall
Chłopaki wymyślili zabawę w pochody,która doskonale się udała. Kierując się w stronę pozostawionego auta Tomlinson'a Harry w nieoczekiwanym momencie wbiegł do wody,a my razem za nim. Każdy z nas trzymał w ręku swoją butelkę wódki. Szliśmy wodą co kawałek popijając alkohol. Było nam bardzo wesoło.
-Niech żyje wolność,wolność i swoboda,niech żyje zabawa!
-Bawię się doskonale, nie wyobrażałem sobie lepszego wieczoru!-powiedziałem i przechyliłem butelkę.
-Staraliśmy się, w końcu raz w życiu ma się taką imprezę.-oznajmił Harry.
-Powiem wam coś w tajemnicy. Kiedyś śnił mi się mój wieczór kawalerski i był beznadziejny. Nie ma porównania co do tego z dziś.-powiedziałem-Po prostu dziękuję chłopaki.
-Cała przyjemność po naszej stronie.-powiedział Lou.
-Niall mamy do wyjaśnienia jeszcze jedną, ważną kwestię...-zaczął Jai-Jeśli kiedykolwiek dowiem się, że Hana przez ciebie płacze,albo źle ją potraktowałeś to pamiętaj,będziesz miał do czynienia ze mną.
-Przy mnie nic jej się nie stanie. Han będzie ze mną szczęśliwa. -zapewniłem Jai'a.
-Moja młodsza siostra jest dla mnie bardzo ważna i zależy mi na jej szczęściu. Już raz jej się nie ułożyło i nie chcę by to się powtórzyło, więc jeśli kiedyś dotrą do mnie złe rzeczy to giniesz. Nie będę patrzył na to, czy jesteś moim kumplem. Po prostu oklepię ci twarz, że się nie pozbierasz.
-Postraszyłeś trochę to teraz możemy się napić! -krzyknął Harry.
-Zdrowie pana młodego!-rzucił Louis.
-Gorzka ta wódka.-zauważył Harry.-Trzeba ją posłodzić.
-Co ty pierdzielisz Styles? Dobra jest.-powiedziałem.
-To jakaś lewizna.-Harry zrobił niezadowoloną minę.
-Pij nie marudź.
Doszliśmy do samochodu. Harry całą drogę niósł ze sobą lalkę. Chłopcy rozpalili ognisko więc usiedliśmy w kręgu. Styles chyba przesadził z alkoholem, ale do ceremonii mu przejdzie.
-Która godzina?-zapytał Jai
-Człowieku taka fajna impreza a ty chcesz już wracać?
-Nie, tylko ostatni autobus zaraz będzie. Chcę na niego zdążyć.(oczywiście tam nie było żadnego autobusu,bo to las)
-Nasze taksi zaraz będzie. -powiedział Lou-Zabierze nas wszystkich do domu.
-Jakie taksi?-zainteresowałem się.
-Poprosiłem waszego sąsiada Liam'a,żeby nas odebrał.
-Ciekawe jak on trafi do tej dżungli.-powiedział Harry i zaczął się śmiać, a my razem z nim.
-Wątpię by GPS nas znalazł pośród tych zarośli.-rzekł Jai.-Jesteśmy udupieni na całego, a ślub za jakieś 18 godzin.
-Damy radę, bo jak nie my to kto.-powiedział Lou.
-Napijmy się! -zaproponowałem.
-Słusznie Niall.-poparł mnie Harry. -No panowie dzióbki w górę, raz raz.
Niecałe 40 minut później zauważyłem Payne'a idącego w naszą stronę.
-Jak tu trafiłeś?-zapytał Jai.
-To nieistotne.
-Chłopak ma dobry radar! Lepszy niż GPS!-zażartował Harry.
-Na was chyba już czas. Zbierajcie się.-powiedział Liam.-Louis,daj kluczyki i dokumenty.
-Są w stacyjce.-odparł Tomlinson.
-Chłopaki gdzie jest Lucy?!-zapytał Harry.-Nie możemy jej tak zostawić.
-Tam leży pacanie.-powiedział Lou i wskazał krzaki.
#Hana
Trafiłyśmy do klubu. Dziewczyny zarezerwowały pół piętra na górze by nikt nam się nie plątał. W drugiej część również odbywał się wieczór panieński lecz wszystko było tak zorganizowane, że ani ja nie widziałam bawiących się tam ludzi i odwrotnie. Każda z nas miała na głowie czapkę urodzinową,a Dorothy dodatkowo gwizdek.
-Nie wiem jak wcisnę się jutro w suknię ślubną.-powiedziałam.-Za dużo tego wina.
-Masz jeszcze kilkanaście godzin.-powiedziała Kate.
-I chyba powoli stres zaczyna dawać się we znaki.-powiedziałam.
-Będzie dobrze, ja przez to przeszłam to i ty sobie poradzisz.-powiedziała Isabel.-Głowa do góry.
-To już jutro dziewczyny!-rzekła Doris.-Nie mogę się doczekać.
-Gdy zobaczyłam cię z Niall'em po raz pierwszy to już widziałam,że on musi być twoim mężem.-przyznała bratowa.-Jesteście dla siebie stworzeni.
-Zgodzicie się ze mną, że idealnie do siebie pasują? -zapytała Doris.
-Jasne,choć nie znam Niall'a tak długo jak wy.-przyznała Kate.
-Dużo razem przeszli.-powiedziała Doris.
-A ty razem z nami.-zauważyłam.
-Tak, to prawda. Nawet nie wiecie jak ja się cieszę z waszego ślubu. -rzekła Patterson.
-Wypijmy za ich miłość.-zaproponowała Isabel.
-To chyba najważniejszy toast dzisiejszego wieczoru.
Dokończyłyśmy butelkę wina i postanowiłyśmy opuścić klub. Taksówka czekała na nas przed lokalem. Wróciłam do domu razem z Dorothy. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać, gdyż jutro czeka mnie bardzo ważny dzień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za błędy. Jak wasze wrażenia po obu imprezach? Piszcie co wam się podobało. Liczę na wasze szczere opinie,pozostawione w komentarzach.
Doszłam do wniosku, że powinnam zrobić sobie przerwę od pisania ff. Mam wrażenie, że coraz gorzej mi ostatnio idzie tworzenie rozdziałów. Nie potrafię powiedzieć,kiedy wrócę, bo święta tuż tuż i wgl.
Będzie ktoś tęsknił? Kocham was ♥
#BigLoveNiallFF @angelharry99
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz